Brontë Emily, „Wichrowe wzgórza” (II)

To nie będzie zwyczajna recenzja, bo też nie dotyczy zwyczajnej książki. Mowa w końcu o „Wichrowych wzgórzach”. Kiedy ponad rok temu tworzyłam listę utworów, które mnie ukształtowały, dzieło Emily Brontë (albo i nie) zajęło w niej zaszczytne drugie miejsce, ustępując jedynie „Martinowi Edenowi”. Pisałam wtedy, że: „Nie jestem odporna na miłość. Może nawet mam w sobie coś z masochistki, ale ja po prostu nie mogę się oprzeć uczuciu Heathcliffa do…

Brontë Emily, „Wichrowe wzgórza”

Kolejny z moich wielkich powrotów do przeszłości, kiedy powinnam odkryć, że po kilku latach ocena bohaterów zmienia się, tak jak to miało miejsce w przypadku „Rozważnej i romantycznej”. Tym razem się nie udało… „Wichrowe wzgórza” czytałam w wieku lat około dwudziestu, kiedy byłam jeszcze zbyt romantycznie usposobionym podlotkiem i potrafiłam wszelkie niegodziwości usprawiedliwiać porywem uczucia, którego większość świata nie jest w stanie pojąć i właściwie ocenić. Uwielbiałam Heathcliffa. Ekranizację obejrzałam…