Lynn Sandi, „Na zawsze. Ona”

„Tak więc do tomu drugiego przystępuję z wyzerowanymi emocjami i daję pani Sandi Lynn carte blanche. W chwili obecnej nie przewiduję zakupu tomu trzeciego, bo i on istnieje, ale kto wie, co przyniosą karty części drugiej?” Tak kończyłam recenzję pierwszego tomu. Po lekturze drugiego zdania niestety nie zmieniłam. Wbrew temu, czego się spodziewałam, nie były to dalsze losy bohaterów, od chwili narodzin dziecka. Była to dokładnie ta sama opowieść, tyle…