Collins Wilkie, „Córki niczyje”

Kiedy przychodzi do ciebie książka o takich gabarytach, reagujesz: wow! Ale w chwilę potem pojawia się kolejna myśl – oby była ciekawa… Bo niespecjalnie uśmiecha ci się czytanie prawie ośmiuset stron, jeśli nie porwałaby cię historia zapisana na tych kartach. W tym przypadku myśl taka okazała się bezpodstawna. Nadesłanego „kolosa” przeczytałam w trzy dni. Tak dzieje się w przypadku książek, które zawładnęły twoim poczuciem czasu. Zupełnie jakby zwłoka miała zmienić koleje…