Blog

Gaskell Elizabeth, „Panie z Cranford”

„Panie z Cranford” to dla mnie książka pod pewnymi względami…dziwna. Czytałam i czytałam, i wciąż nie mogłam znaleźć nic, co by mnie porwało. Na tych właśnie poszukiwaniach upłynęło mi ¾ lektury. Już zaczynałam wątpić, już pomyślałam, że albo ja nie jestem dość oczytana, by dostrzec walory kolejnego dzieła Elizabeth Gaskell, albo przypadek owej pani dowodzi, że każdemu gorszy moment w twórczości może się przytrafić. Ale nie. Bo przy końcu akcja…

Wharton Edith, „Ethan Frome”

Uparłam się na tę książkę. Tak mocno, tak intensywnie moje myśli zaprzątał fakt, że nie mogę jej przeczytać już teraz. Przecież nie bez powodu na nią trafiłam. Niby całkiem przypadkiem, na lubimyczytać, ale zbyt natrętnie dobijała się o moją uwagę. Przeczytawszy opis, wiedziałam, że muszę ją dostać, jak najszybciej. Tymczasem w pobliskich bibliotekach ani widu, ani słychu. Co więcej – szukałam po księgarniach, także internetowych. Nic. W końcu się udało…

Sparks Nicholas, „Bezpieczna przystań”

Uwaga! Następuje chwila szczerości o wielu minionych chwilach słabości. Konkrety? Wstyd się przyznać, ale „Bezpieczna przystań” jest pierwszą książką Nicholasa Sparksa, którą przeczytałam. Owszem, „Szkołę uczuć” oglądałam ponad 20 razy, za każdym razem płacząc tak samo. Do obejrzenia „Pamiętnika” zmusiłam nawet mojego G., chcąc pokazać mu, jak objawia się prawdziwe uczucie. Ale książki nie przeczytałam żadnej… Pora na kilka słów usprawiedliwienia. Nicholas Sparks jest autorem szalenie poczytnym, co wnioskuję po…

Hardy Thomas, „Z dala od zgiełku”

Z oceną przeczytanych książek bywa tak, że nawet jeśli jakaś zrobi na tobie nieprzeciętne wrażenie, nawet jeśli myślisz o niej na długo po odłożeniu na półkę, nie często oceniasz ją na 10/10. W końcu zawsze lepiej mieć ten margines, coś w zapasie, bo nieustannie wydaje się, że gdy już trafimy na tę perełkę będącą prawdziwą dziesiątką, to nasze wcześniejsze oceny wydadzą się niesprawiedliwe, naciągane. Dziewięć jest ok i bardziej bezpieczne.…

Moja recepta na szczęście!

Prosta recepta na szczęście? Nauczyć się cieszyć z małych rzeczy, nie zadręczając przy tym oczekiwaniem na bliżej nieokreślone szczęście o większych gabarytach. Bo gdy ono już przyjdzie, człowiekowi nienawykłemu do radości będzie ciężko ten ciężar dźwignąć, wesołek zaś będzie czuł to, co zwykle, tyle że intensywniej 🙂 Wprowadzając tę zasadę we własne życie, chwalę się moją nową kolekcją z serii „Angielski Ogród”. Każda z tych perełek kosztowała mnie jedynie 14,99…

Diffenbaugh Vanessa, „Sekretny język kwiatów”

„Sekretny język kwiatów” to książka z gatunku tych, gdzie na początku główna bohaterka wzbudza w tobie emocje o zabarwieniu pozytywnym – sympatię, współczucie, nadzieję, że jej losy potoczą się w taki sposób, że wyjdzie na prostą. Kiedy bowiem czytasz o małej dziewczynce, która tuła się od jednego domu dziecka do drugiego, od jednej do drugiej rodziny zastępczej, jesteś w stanie wybaczyć nawet krnąbrne, bezczelne zachowania, gdyż upatrujesz w nich strategii…

Ahern Cecelia, „Kraina zwana Tutaj”

Cecelia Ahern nie przestaje mnie zachwycać. Najpierw trafiłam na „Love, Rosie”, później – całkiem przypadkiem, bo na wyprzedaży książek w jednej z sieciówek – zakupiłam kieszonkowe wydanie „Krainy zwanej Tutaj”. Co mnie  zachwyciło? Pomysł. Po raz kolejny pomysł. Jakże ja zazdroszczę pani Ahern wyobraźni pozwalającej na powołanie do życia tak oryginalnych wydarzeń i postaci. W „Love, Rosie” poza formą fabuły wyrażonej w postaci listów i wiadomości mailowych, ukochałam także samych…

Austen Jane, „Rozważna i romantyczna”

Dawniej lubiłam się zastanawiać, którą z sióstr Dashwood przypominam. Często opowiadałam się za Marianną, widząc w niej ucieleśnienie moich romantycznych zapędów. Zagadką była dla mnie Eleonora, którą posądzałam o swego rodzaju oziębłość, nie rozumiejąc, jak można z takim spokojem podchodzić do spraw, które winny wzbudzać emocje wręcz skrajnie intensywne. W gorszych chwilach jawiłam się sobie jako Małgorzata, dziewczę poczciwe, które jednak według autorki nie dorówna żadnej z sióstr. Do „Rozważnej…

Hardy Thomas, „Powrót na wrzosowisko”

Ta książka już od pierwszych rozdziałów stała mi się bliska za sprawą Clyma Yeobrighta. Jego tęsknota za miejscem narodzin, dla wielu tak niezrozumiała, dla mnie dziwnie bliska. Tytułowe wrzosowisko jawi się nam jako miejsce tajemnicze i ujmujące, ale także posępne, surowe, z brakiem perspektyw. Jakie to prawdziwe – nie doceniasz tego miejsca, gdy masz je na co dzień, gdy każdego poranka budzisz się właśnie tam, gdy wiesz, że ono przyjmie…