Blog

Gerrard Steven, McRae Donald, „Steven Gerrard. Serce pozostawione na Anfield. Autobiografia legendy Liverpoolu”

Kiedy dziewczyna pisze o piłce, często słyszy, że ma wracać do kuchni albo też jest proszona o przepis na nieprzypalone mleko. I w sumie nic w tym złego, nieraz komentarz przywoła nawet uśmiech na twarz. Ale czasem dziewczyna może ukochać piłkę bardziej niż niejeden facet. Może też wiedzieć coś więcej niż co to spalony. Zdarza się także, że po kilkunastu latach absencji przyprowadzi na stadion tatę, który potem nie opuści…

Julliand Anne-Dauphine, „Ślady małych stóp na piasku”

Zwabiona ponadprzeciętnej urody okładką oraz wdzięcznym tytułem długo polowałam na tę książkę. W końcu udało się, a z pomocą przyszedł mi dyskont książkowy Aros, gdzie znalazłam ją za nieco ponad 16 zł. Piękna to rzecz nabywać takie perełki w cenach bardziej niż przyzwoitych. Ale do rzeczy… Jako absolwentka oligofrenopedagogiki często sięgam po książki, które dotyczą różnego rodzaju dysfunkcji, zwłaszcza u dzieci, jednak moja polonistyczna natura buntuje się przed tak zwaną…

Montefiore Santa, „Jaskółka i koliber”

Uwielbiam tę książkę. Napsuła mi tyle nerwów, podważyła pewność, ze dobry ze mnie człowiek (oj, jakże złorzeczyłam niektórym bohaterom!), a jednak nie wyobrażam sobie, by zabrakło jej w zbiorach mojej przyszłej biblioteczki. Sama się temu dziwię, co kilkanaście stron obiecywałam sobie bowiem, że nie dam się zwieść własnej wyobraźni przy ocenie tej książki. A jednak – Rita i George, ten wyimginowany, tworzyli dla mnie parę idealną, a ja głupia cały…

Verba volant, scripta manent, czyli o twórczości brata mego

Rodzeństwo to taka dziwna relacja, w której przekleństwa przeplatają się ze słowami miłości, przy czym inwektywy nie pełnią tu funkcji przecinków – jesteś idiotą, matołem, kocham Cię, ty debilu, k…. Kto ma brata/siostrę, ten rozumie tę dziwaczną plątaninę uczuć. I temu właśnie debilowi jesteś w stanie wybaczyć wszystko, nawet jeśli zdarzyło ci się przemierzać tramwajami Nową Hutę nocą w jego poszukiwaniu (tak, pamiętam ci to!), wybaczasz mu, gdy już wiesz,…

Gaskell Elizabeth, „Panie z Cranford”

„Panie z Cranford” to dla mnie książka pod pewnymi względami…dziwna. Czytałam i czytałam, i wciąż nie mogłam znaleźć nic, co by mnie porwało. Na tych właśnie poszukiwaniach upłynęło mi ¾ lektury. Już zaczynałam wątpić, już pomyślałam, że albo ja nie jestem dość oczytana, by dostrzec walory kolejnego dzieła Elizabeth Gaskell, albo przypadek owej pani dowodzi, że każdemu gorszy moment w twórczości może się przytrafić. Ale nie. Bo przy końcu akcja…

Wharton Edith, „Ethan Frome”

Uparłam się na tę książkę. Tak mocno, tak intensywnie moje myśli zaprzątał fakt, że nie mogę jej przeczytać już teraz. Przecież nie bez powodu na nią trafiłam. Niby całkiem przypadkiem, na lubimyczytać, ale zbyt natrętnie dobijała się o moją uwagę. Przeczytawszy opis, wiedziałam, że muszę ją dostać, jak najszybciej. Tymczasem w pobliskich bibliotekach ani widu, ani słychu. Co więcej – szukałam po księgarniach, także internetowych. Nic. W końcu się udało…

Sparks Nicholas, „Bezpieczna przystań”

Uwaga! Następuje chwila szczerości o wielu minionych chwilach słabości. Konkrety? Wstyd się przyznać, ale „Bezpieczna przystań” jest pierwszą książką Nicholasa Sparksa, którą przeczytałam. Owszem, „Szkołę uczuć” oglądałam ponad 20 razy, za każdym razem płacząc tak samo. Do obejrzenia „Pamiętnika” zmusiłam nawet mojego G., chcąc pokazać mu, jak objawia się prawdziwe uczucie. Ale książki nie przeczytałam żadnej… Pora na kilka słów usprawiedliwienia. Nicholas Sparks jest autorem szalenie poczytnym, co wnioskuję po…

Hardy Thomas, „Z dala od zgiełku”

Z oceną przeczytanych książek bywa tak, że nawet jeśli jakaś zrobi na tobie nieprzeciętne wrażenie, nawet jeśli myślisz o niej na długo po odłożeniu na półkę, nie często oceniasz ją na 10/10. W końcu zawsze lepiej mieć ten margines, coś w zapasie, bo nieustannie wydaje się, że gdy już trafimy na tę perełkę będącą prawdziwą dziesiątką, to nasze wcześniejsze oceny wydadzą się niesprawiedliwe, naciągane. Dziewięć jest ok i bardziej bezpieczne.…

Moja recepta na szczęście!

Prosta recepta na szczęście? Nauczyć się cieszyć z małych rzeczy, nie zadręczając przy tym oczekiwaniem na bliżej nieokreślone szczęście o większych gabarytach. Bo gdy ono już przyjdzie, człowiekowi nienawykłemu do radości będzie ciężko ten ciężar dźwignąć, wesołek zaś będzie czuł to, co zwykle, tyle że intensywniej 🙂 Wprowadzając tę zasadę we własne życie, chwalę się moją nową kolekcją z serii „Angielski Ogród”. Każda z tych perełek kosztowała mnie jedynie 14,99…