Wciągnęła mnie ta historia, choć muszę uczciwie przyznać, że nie od razu. Początkowo irytowała mnie główna bohaterka. Co prawda były to takie detale, ale trochę się ich nazbierało i niełatwo mi było postarać się o jakąś nić sympatii. Choćby strój na zimową pogodę i śnieg – mini, gołe nogi i chodaki. Niby nic strasznego, ale trudno mi było jej żałować, że marznie. Jednak im dalej brnęłam w zakamarki i tajemnice Willowbrook, tym bardziej czułam się zaciekawiona tym, co zaserwowała czytelnikom autorka.

Zaginione z Willowbrook” to książka, która momentami przyprawia o ciarki na ciele. Nie sposób bez emocji czytać o warunkach, jakie panowały w szkole dla osób z niepełnosprawnością intelektualną, w tym głęboką, która to szkołą była jedynie z nazwy. Sage Winters to nieco zbuntowana nastolatka, której życie nie rozpieszczało. Najpierw straciła siostrę bliźniaczkę, a po śmierci matki musiała pozostać pod opieką ojczyma, który niezbyt chętnie zajmował się dorastającą dziewczyną. W takich warunkach raczej trudno o stabilność emocjonalną i poczucie bezpieczeństwa.

Tyle że pewnego dnia Sage przypadkowo dowiaduje się, że jej siostra Rosemary tak naprawdę nie umarła, tylko została umieszczona w „szkole z internatem” Willowbrook, a obecnie jest uznawana za zagninioną. Dziewczyna, pod wpływem emocji, decyduje się pomóc w poszukiwaniu Rosemary, tyle że… personel bierze ją siostrę. Naciągane? Jedynie w pierwszym momencie tak myślałam, bo później okazało się, że w Willowbrook dzieją się jeszcze gorsze rzeczy. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale groza to zbyt delikatne określenie jak na emocje, które budzą się w czytelniku podczas dokładnych opisów pensjonariuszek i warunków, w jakich od lat żyły.

Dość długo wydawało mi się, że rozgryzłam całą intrygę i znam zakończenie, ale myliłam się. Dopiero ostatnie rozdziały pokazały mi, że nie byłam nawet blisko. Ale to w ogóle zeszło na dalszy plan, fabuła straciła trochę na znaczeniu w obliczu pytania – jak wielkich okropności potrafi dopuścić się człowiek wobec drugiego, słabszego, bezradnego i zależnego od niego? Przykład Willowbrook pokazuje, że ta granica wciąż się przesuwa…

Mocny thriller, nawet bardzo mocny. Choć początkowo nic tego nie zapowiadało, wciągnęła mnie ta książka, przemieliła emocjonalnie i wypluła. Teraz czas na coś lżejszego, chwila odpoczynku od historii takiego kalibru.