To już trzecia książka Pawła Fleszara, którą recenzuję. I przyznam szczerze, że styl tego autora ma w sobie coś, co mi się podoba. Całość za każdym razem trzyma w napięciu, a fabuły nie da się przewidzieć, przynajmniej mnie nie udało się przewidzieć jej do końca. To dobre uczucie w trakcie lektury, zwłaszcza że długo byłam przekonana, że znam już sprawcę tych wszystkich okropności.

Bo zaznaczam od razu, że tej książce dzieje się mnóstwo okropnych rzeczy, w końcu jeden z głównych motywów to gwałty i morderstwa kilkuletnich chłopców. „Piekło-niebo” dotyka całej palety trudnych i mrożących krew w żyłach spraw. Pojawi się tu i wątek seryjnego mordercy, i wykorzystywania seksualnego wśród kleru, ale czy to właściwy trop? Prawie do ostatnich stron nie byłam pewna.

Co ciekawe, autor w całym tym pokręconym i niejednokrotnie wstrętnym – ze względu na opisywane wydarzenia – świecie, który wykreował, pięknie odmalowuje Kraków, oprowadzając czytelników jego ulicami. W tym ulicami Nowej Huty, a to ważna dla mnie okolica, wszak spędziłam tam wiele lat z mojego ponad trzydziestoletniego życia. W książce pojawia się nawet osiedle Centrum B, na którym mieszkałam. Wyobraźnia zatem działała u mnie podwójnie.

Kolejna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to bohaterowie. Bardzo niejednoznaczni. Autor zdecydowanie nie podszedł do nich zero-jedynkowo. Odcieni szarości jest tu mnóstwo i w sumie każda postać ma swoje za uszami. Mimo to da się ich polubić – dla mnie to ważne, żeby lubić choć jedną postać i tutaj to się udało.

Widzę też, jak wiele pracy Paweł Fleszar włożył w pracę nad tą książką. Opisane intrygi zostały szczegółowo zaplanowane, a niepogubienie się w ich gęstej sieci na pewno nie było sprawą łatwą. Tym bardziej doceniam.

„Piekło-niebo” to naprawdę porządna książka z gatunku kryminał/thriller. Spodoba się nie tylko fanom gatunku, choć warto pamiętać, że ze względu na tematykę trzeba tu mocnych nerwów. Polecam i czekam na kolejne książki autora.