Sięgnęłam po te miniksiążki ze względu na fakt, że pracuję w przedszkolu, a wśród moich podopiecznych są także dzieci 2,5-letnie. Co więcej – mamy w grupie wielką fankę koników, kucyków i jednorożców, więc wiedziałam, że My Little Pony to będzie strzał w dziesiątkę.

Co zastaniemy w środku? W przypadku książeczek o Bingu tekstu jest niewiele, to takie książeczki naprawdę dla maluszków, za to pięknie pozwalające uczyć i utrwalać kolory i dźwiękonaśladownictwo związane z muzyką i wydawanymi przez instrumenty dźwiękami. Fajna sprawa, gdy się ma w domu szkraba, który dopiero uczy się mówić.

Z kolei książka z My Little Pony to już nieco dłuższa opowieść – taka do przeczytania na raz, ale z dość rozbudowaną fabułą. Z tej przede wszystkim będę korzystała w pracy, czytając dzieciom.

Co ważne – książeczki z serii „Moja czytanka” można dostać w naprawdę dobrej cenie, więc warto przyjrzeć się im bliżej. Mają niewielki, poręczny format i miękką okładkę, więc zmieszczą się do prawie każdej torebki i z powodzeniem można zabrać je ze sobą choćby na spacer. Są też miło dla oka wydane, pełne kolorów, więc istnieje spora szansa, że spodobają się dzieciom.

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.