Długo zbierałam się do recenzji tej książki. Chciałam jednocześnie napisać o niej dużo i nie wiedziałam jak. Kilka razy siadałam przed komputerem, a gdy chciałam zacząć, to słowa nie chciały układać się w zdania. Byłam ciekawa – w zasadzie wciąż jestem – dlaczego tak było, w końcu recenzje piszę nie od dziś.

Zapewne jednym z powodów było to, że znalazłam tu rzeczy, z którymi się zgadzam, jak i te, które mimo tego, że jestem osobą wierzącą, zostały pokazane zbyt stereotypowo, zero-jedynkowo. A przecież życie ma wiele odcieni i właśnie dlatego jest piękne.

Na uwagę na pewno zasługuję główny bohater – podoba mi się, że jest to owad, bo dzięki temu mogliśmy patrzeć na świat z innej perspektywy, oczami kogoś o wiele mniejszego od nas. Co więcej – Arseniusz to nie jakaś tam zwykła mrówka, tylko mrówka, która zamieszkała na uczelni (!) i zaprzyjaźniła się z jedną ze studentek (!). Myślę, że przykład takiej przyjaźni może uwrażliwić młodych ludzi na to, że małe stworzenia też czują i nie można ich np. deptać.

Tematykę wskazuje podtytuł książki, a jej bohaterami są głównie zwierzęta, choć i ludzie mają w niej swoje miejsce. Przede wszystkim jest to zaprzyjaźniona studentka, ale nie tylko. W książce pojawia się też między innymi niewidomy młody mężczyzna, któremu Bernadetta pomaga.

Arseniusz, dzięki swojej ciekawskiej naturze i mądrości, rozwiązuje wiele problemów swoich przyjaciół na łące i poza nią, jednak dla niego także nadejdzie trudny czas – Bernadetta ma wkrótce ukończyć studia. Czy ta przyjaźń ma szansę przetrwać? Sprawdźcie sami.