Czasem daję się porwać okładce lub tytułowi, no dobra – przyznaję, że zdarza się to dość często. A jeśli mój wzrok przyciąga jedno i drugie, wtedy zacieram łapki, czekając na przesyłkę od listonosza. Tak było w tym przypadku – mroczna, bardzo klimatyczna okładka i chwytliwy tytuł sprawiły, że niemal podskakiwałam z radości, gdy książka do mnie dotarła.

Z kolei środek był dla mnie niemałym zaskoczeniem. Nie chodzi o to, że książka okazała się dla mnie kiepska, nic z tych rzeczy. Była po prostu czymś zupełnie innym niż to, czego się spodziewałam. I jak to w przypadku takich niespodzianek często bywa – najpierw pojawiło się rozczarowanie, a później ciekawość. No bo skoro nie ma tam tego, co zakładałam, że będzie, to w takim razie co jest?

Warto od razu zaznaczyć, że książka została wydana po raz pierwszy dawno temu. Bardzo dawno, bo w 1848 roku. To być może trochę powie wam już o tym, że język będzie inny. Niby ten sam, ale inny. Mnie bardzo kojarzył się ze stylem naukowym i może taki właśnie był pomysł autorki – stworzyć coś w stylu dokumentu, by brzmiało to poważniej i tak było odbierane? Nie wiem, ale przemknęło mi to przez myśl. Dla mnie właśnie przez ten naukowy ton książka straciła trochę na innych płaszczyznach, między innymi budowania napięcia, niemniej doceniam pracę autorki, bo musiała w tę pozycję włożyć mnóstwo serca, energii i czasu.

Kolejna kwestia to zamiłowanie autorki do mistyki – to naprawdę widać. Gdyby tę książkę napisał ktoś inny, to pewnie język byłby bardziej przystępny dla zwykłego laika – takiego jak ja, ale wątpię, czy te wszystkie zjawiska zostałyby aż tak wnikliwie zbadane i opisane. Czytając tę książkę, człowiek czuje, że pisał to nie tylko ktoś, kto świetnie orientuje się w temacie, ale przede wszystkim ktoś z pasją.

Jeśli zatem lubicie trudne do wytłumaczenia zjawiska, wymykające się logice i nauce wydarzenia i jednocześnie nie przeszkadza wam naukowy styl publikacji, to z pewnością znajdziecie tu coś dla siebie. Dla fanów gatunku coś naprawdę porządnego.