Twórczość Holly Webb znam już z innych książek, natomiast były to krótsze opowieści. Tym, co je łączyło z publikacją wydaną przez wydawnictwo Świetlik, jest tematyka związana ze zwierzętami. Tym razem autorka przyjrzała się bliżej światom bobrów i wydr, w zasadzie to sama te światy wykreowała.

Widziałam już kilka pozytywnych opinii o tej książce, więc byłam jej ciekawa. Wątków jest tu rzeczywiście kilka, niemniej dla mnie najistotniejszy jest ten dotyczący „dzieci”. Oczywiście, Satynka i Szuwar, główni bohaterowie tej opowieści, mogliby po prostu uwierzyć dorosłym i przekazywać kolejnym pokoleniom to, co słyszały od starszych. Że wydry są złe – albo odwrotnie i tymi złymi są bobry. Na szczęście jednak zadziałała tu dziecięca ciekawość świata, bo wbrew bardzo nielubianemu przeze mnie przysłowiu, że dzieci i ryby głosu nie mają, Satynka i Szuwar postanawiają zawalczyć o własne zdanie. A przynajmniej o wyrobienie sobie własnego zdania. Bardzo mi się ta determinacja podoba.

Inny ważny wątek to relacje na linii dzieci-rodzice. Z jednej strony mamy Szuwara, wydrę, która próbuje doścignąć legendę swego ojca i wciąż ma poczucie bycia niewystarczającym. Tego poczucia nie daje mu także mama, bardziej wymagająca niż wspierająca czy akceptująca. Z drugiej strony jest Satynka, która czuje, że ostaje od swojego stadka bobrów i to poczucie inności uwiera ją – chciałaby być taka jak inne bobry. Ona także ma niewielkie oparcie w tacie, jedynym rodzicu, który jej został. Ta dwójka pokaże czytelnikom, że mimo niesprzyjających warunków można – i warto – sięgać po swoje.

Opowieść z Zielonej Rzeki” to książka dla nieco starszych dzieciaków, także dlatego, że tekstu jest naprawdę sporo. Czy to będzie bestseller? Mając na uwadze dotychczasowy dorobek Holly Webb, autorki niesłychanie płodnej literacko, zgaduję, że tak.