„Pędzące żółwie” to w naszym domu hit już od dwóch lat. Znałam tę grę z przedszkola, a gdy zawitała w naszym domu, z miejsca stała się jedną z ulubionych i ten stan rzeczy trwa do dziś. Nietrudno zatem zgadnąć, że gdy gra „Pędzące żółwie. Wyścig do choinki” pojawiła się na rynku, to musiała zjawić się także w naszej kolekcji. I po raz kolejny z miejsca podbiła serca.

Zasady gry już znałyśmy z córką, więc skupiłyśmy się na warstwie wizualnej. Jeśli nie graliście nigdy w podstawową wersję gry, to zdradzę, że żółwie prowadzą wyścig, który pierwszy dotrze do mety (w wersji tradycyjnej metą jest sałata, tutaj – choinka), a pomagają im w tym lub utrudniają specjalne karty.

W wersji świątecznej w oczy rzuca się kolorystyka i zimowe detale – drewniane żółwie mają piękne pastelowe odcienie, na planszy znajduje się mnóstwo śniegu, tekturowe karty przedstawiają wizerunki żółwi ubranych w ciepłe czapeczki, a na kartach ruchu widnieje żółwik w rozkosznych nausznikach z porożem renifera. Takie detale tworzą niesamowity, magiczny klimat świąt, prawda?

I właśnie dzięki temu klimatowi warto sięgać po grę w grudniowe popołudnia, gdy za oknem już ciemno, i w weekendowe poranki. Jest idealna do rodzinnych rozgrywek, a gdy ubierzecie już choinkę we własnych domach stanie się idealnym uzupełnieniem świątecznych przygotowań – jako przerwa w krzątaniu się po kuchni i przedświątecznych porządkach.

„Pędzące żółwie. Wyścig do choinki” to idealny prezent pod choinkę dla dzieci. Producent sugeruje wiek graczy 5+, ale my zaczynaliśmy wcześniej i też mieliśmy mnóstwo radochy. Bardzo polecam – wspaniale pomyślana i tak samo dobrze i solidnie wykonana gra.

Grę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.