Bardzo czekałam na te komiksy, zwłaszcza na jeden z nich. Pierwsze tomy czytało się naprawdę dobrze i byłam ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów. Szczególnie historia Lulu i Nelsona stała się mi bliska…

„Lulu i Nelson. Królestwo lwów” to ciąg dalszy przygód przesympatycznych bohaterów, których pozornie dzieli wszystko – kultura, miejsce pochodzenia, kolor skóry, różne kwestie światopoglądowe. A jednak między dwójką dzieciaków dzieje się coś pięknego – przyjaźń. Nie jest to jednak proste ani oczywiste, bo ojciec Lulu wciąż przebywa w więzieniu, w obcym dla siebie kraju, gdzie prawo nie oszczędza takich jak on. Ponadto dzieci muszą pilnować, aby nie zdradzić się z prawdziwym powodem, dla którego dziewczynka przybyła do Afryki. A tajemnice i intrygi zaczynają się nawarstwiać…

Z kolei w „Tosce” po raz kolejny fajne połączenie – ciekawa historia i szczypta humoru. Nie zabraknie też momentów grozy, które zresztą nie wyjaśnią się wszystkie w tym tomie – czytelnik będzie zatem zacierał rączki, gdy ujrzy w zapowiedziach dalsze części. Tym razem jednak poznamy nieco przeszłości Toski i jej brata Rinaldo. A ta jest dość nieoczywista, jeśli wziąć pod uwagę ich obecną sytuację życiową… Bardzo podoba mi się w tym komiksie zerwanie z różnymi stereotypami, nie tylko kobiecymi.

Oba komiksy są bardzo przyjemnie zilustrowane. Taka kreska do mnie trafia, a w połączeniu z dialogami nie męczy oczu. Dla mnie to ważne, bo czytam głównie wieczorami.

Mam nadzieję, że kolejne tomy tych serii pojawią się jak najszybciej!

Komiksy zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.