Pamiętam czasy, gdy książka ta była dostępna na rynku jedynie z drugiej ręki, za niemałe pieniądze. Wtedy się na nią nie skusiłam, ale przyznaję, że mnie zainteresowała. Dlatego ucieszyłam się, gdy wydawnictwo Tekturka postanowiło ją wznowić, dzięki czemu stała się dostępna dla szerokiego grona odbiorców. W końcu mogłam się przekonać, czy te wszystkie zachwyty, które czytałam, znajdą odzwierciedlenie w moim odbiorze opowieści stworzonej przez Karmę Wilson. I przyznaję – „Pan Miś jest głodny” to książka, która naprawdę może się podobać.

Pomysł na fabułę jest dość nieskomplikowany, za to uroczy – wyobraźcie sobie, że macie nakarmić niedźwiedzia. Całkiem sporych rozmiarów niedźwiedzia. Czy to łatwe zadanie? Cóż, nie do końca, bo w jego brzuszku jest mnóstwo miejsca. Starasz się więc i starasz, a miś chce jeszcze! Zaspokojenia misiowego głodu w tej książce podejmują się kolejni leśni śmiałkowie, ale choć nasz bohater z przyjemnością pałaszuje przysmaki, to ciągle mu mało. Czy uda się nakarmić łakomczucha? Sprawdźcie sami, pewnie przy okazji pouśmiechacie się podczas wspólnego czytania.

Na uwagę zasługuje fakt, że cały tekst jest zrymowany. Moje doświadczenia podpowiadają, że książki dla dzieci, w których znajdują się rymy, są dla odbiorców atrakcyjne i pożądane zwłaszcza jeśli chodzi o młodsze pociechy. Ja w domu mam pięciolatkę. Zawsze po przeczytaniu nowej książki pytam, czy chciałaby zostawić ją w domu, czy oddamy do przedszkola lub biblioteki. Pana Misia zapragnęła mieć w domowej biblioteczce, a więc nieco starszym dzieciakom ta książka również się podoba.

Wspaniałe się również ilustracje – całostronicowe, piękne, kolorowe, doskonale współgrające z tekstem. Nie jest to dla mnie co prawda wielkie zaskoczenie, bo widziałam już kreskę tej ilustratorki i już wcześniej bardzo mi się spodobała.

Książka zdecydowanie warta polecenia dla dzieci, przede wszystkim w wieku przedszkolnym.