Jeśli znacie serię o Misi, młodej weterynarz z Lipowej Kliniki, to z pewnością kojarzycie Popika, małego pieska, który nie odstępuje jej na krok. Popik jest nie tylko przyjacielem Misi, ale także jej pomocnikiem. Wspólnie pomagają zwierzętom, które znalazły się w potrzebie, i niejednokrotnie ratują je przed niebezpieczeństwem. W tamtych książkach jednak na pierwszy plan wybijała się Misia, tutaj jest ona postacią drugoplanową, bo wszystkie opowiadania dotyczą przede wszystkim Popika. Dla fanów serii to ciekawe urozmaicenie,

„Popik i jego wielkie przygody. Nie taki Tygrys straszny” to zbiór pięciu historii o przygodach małego, białego i uroczego pieska. Co się stanie, gdy Popik będzie pilnował skarbu Misi w postaci miski dorodnych truskawek? Czy kot Tygrys naprawdę jest taki straszny, jak sugeruje jego imię? Czy piesek jest w stanie powstrzymać się od zjedzenia parówki, jeśli jest ona częścią pracy domowej jego przyjaciółki? Czy psy mogą puszczać latawce? I jak to się dzieje, że starsze psy, są zmęczone i przed zabawą potrzebują odpoczynku? Popik na te wszystkie pytania znajdzie odpowiedź – sam, metodą prób i błędów, doświadczając i wyciągając wnioski. A dodatkowo da czytelnikowi sporo frajdy, bo tę książkę naprawdę dobrze się czyta.

Książeczkę, jak wszystkie z serii z Misią, zilustrowała Agnieszka Filipowska – i to jest dla mnie bardzo dobra wiadomość, bo uwielbiam jej kreskę. Rozpoznaję ją już bez trudu i bardzo cenię, jej ilustracje to prawdziwa uczta dla moich oczu.

Czy książka o Popiku jest lepsza od serii o weterynarz z Lipowej Kliniki? A może gorsza? Ani jedno, ani drugie. Jest trochę podobna, ale jednak inna, bo tutaj wszystko widzimy z perspektywy czworonoga, a to ciekawe czytelnicze doświadczenie. Nam (mnie i córze) się podobało, więc polecam!