Wyobraźcie sobie, że pieczecie tort. Wkładacie w to dużo serca i pracy, ale kiedy widzicie efekt końcowy, już wiecie, że było warto. Wspaniały, przekładany kremem tort z owocową polewą i nawet z wisienką wygląda wspaniale i zapewne tak samo smakuje. Już wkrótce macie się o tym przekonać – stół i dwa krzesła czekają przed domem, na stole pyszni się okazały wypiek. Jeszcze tylko ostatnie sprawunki przy domu i można zaczynać biesiadowanie. Przyjemna wizja? Dla mnie całkiem, całkiem. Tyle że po chwili widzicie, iż ktoś wam ten tort gwizdnął. Taką właśnie sceną zaczyna się pierwsza z dwóch książek obrazkowych Thé Tjong-Khinga, czyli „Gdzie jest tort?”.

I to właśnie wy, drodzy czytelnicy, będziecie mogli wyśledzić sprawców i odpowiedzieć na tytułowe pytanie. Ale że rabusie pędzą, ile sił w nogach, a tort wędruje razem z nimi, to na każdej stronie będzie on gdzie indziej. Warto także przyglądać się innym zwierzętom i wydarzeniom, bo w tej książce dużo się dzieje.

„Wielki piknik”, jak tytuł wskazuje, dotyczy tematyki rekreacyjnej. Mieszkańcy pewnego miasteczka postanawiają, że wybiorą się na piknik. Żeby rekreacja nie była nią jedynie z nazwy, jako miejsce wybierają wysoką gorę. A trzeba przyznać, że wtaszczenie na nią tych wszystkich potrzebnych rzeczy nie jest sprawą prostą. Sami zobaczycie, z jakimi trudnościami zmierzą się zwierzęta. Nie wszyscy też mogą wejść na górę o własnych siłach, bo mamy tu także na przykład pana ropucha poruszającego się na wózku inwalidzkim – to dobry moment na rozmowę z dzieckiem o różnych niepełnosprawnościach. Po raz kolejny pojawią się tu torty państwa Pieskich, a że to łakomy kąsek, to ktoś znów będzie się je starał uprowadzić. Kto i z jakim skutkiem? Przekonajcie się sami 🙂

Ilustracje autora znamy z serii o Felku i Toli, którą moja córa bardzo umiłowała. Ja też lubię tę kreskę, a duży format książek sprawia, że wszystko jest jeszcze lepiej widoczne. Sądzę, że te książki mają zadatki, by spodobać się wielu miłośnikom wyszukiwanek.