Na drugą, środkową obecnie, część Bułeczki trafiłyśmy z córą dość przypadkowo w ubiegłym roku. Książka spodobała się nam tak bardzo, że szybko dokupiłyśmy pierwszą część serii. A gdy zobaczyłyśmy w zapowiedziach, że na rynek ma trafić kolejna opowieść o Francesce Fransson, to z radością zaczęłyśmy zacierać rączki.

Tym razem autorzy podjęli temat miłości. I zrobili to w bardzo ciekawy sposób. Jeśli czytaliście poprzednie części serii, to być może pamiętacie, że Ester to najlepsza koleżanka Bułeczki. No może poza babcią i mamą. Co stanie się jednak, gdy Ester będzie chciała, aby Bułeczka się w niej zakochała? Francesca wie, że dziewczynki mogą się zakochać i w chłopcach, i w dziewczynkach – ma takie doświadczenia wśród bliskich – ale czy sama chce się zakochać w koleżance? Lubi Ester, ale to by było na tyle. Czy jej koleżanka to zrozumie? Na szczęście nasza bohaterka ma w swoim otoczeniu mądre – choć szalone! – kobiety, czyli mamę i babcię, które pomogą jej zrozumieć, czym tak naprawdę jest miłość i że można kogoś po prostu lubić, nawet jeśli się go nie kocha.

Ale będzie nie tylko o tym. Nie zabraknie też humoru, bo to jedna z największych zalet tej serii. I o wspaniałej relacji babci z wnuczką – ten motyw jest ważny dla mojej córki, która także ma świetny kontakt z babcią.

Dodajmy do tego sympatyczne ilustracje, a otrzymamy naprawdę ciekawą propozycję dla kilkuletnich czytelników. My połknęłyśmy haczyk i z wielką chęcią sięgamy po przygody Bułeczki.