Przyznaję otwarcie, że trochę się bałam sięgnięcia po tę książkę, chociaż gdy byłam dzieckiem, to uwielbiałam przygody Reksia. Czasy jednak się zmieniły i zastanawiałam się, czy aby Reksio nie stracił na aktualności i czy czytanie o nim będzie atrakcyjne dla współczesnego dziecka – zwłaszcza takiego, któremu raczej obce jest rozumiane w tradycyjny sposób życie na wsi. Okazało się, że te obawy siedziały jedynie w mojej głowie, bo córka Reksia bardzo polubiła, zatem po tę publikację sięgamy często.

Reksio. Wielka księga przygód” to zbiór aż dwudziestu sześciu opowiadań o Reksiu i jego kompanach z podwórka. Każde opowiadanko liczy sobie kilka stron, zatem można je spokojnie czytać osobno, na przykład na dobranoc.

To, co zwróciło moją uwagę, to to, że przed każdą historią mamy pokazaną ilustrowaną listę postaci, które w niej występują. Jako nauczycielowi przedszkolnemu od razu zaświeciła mi się lampka, że to zaproszenie do zabawy w teatrzyk. I rzeczywiście – niektóre z tych opowieści można by wystawić jako miniprzedstawienia. Sprawa warta przemyślenia.

Warto dodać, ze książka jest naprawdę porządnie wydana – twarda oprawa, spory format, przepiękne ilustracje i duża czcionka, co umożliwi samodzielne czytanie nieco starszym dzieciakom.

A dla kogo właściwie ten zbiorek przygód popularnego psiaka? Według mnie grupa docelowa czytelników jest dość szeroka, bo spokojnie można poczytać i z przedszkolakiem, i z dzieckiem w wieku wczesnoszkolnym.

Podsumowując: okazało się, że Reksio to taki trochę uniwersalny pewniaczek, który po prostu podoba się dzieciom bez względu na różnicę pokoleniową – kiedyś był hitem w TV, teraz istnieją spore szanse, że będzie to książkowy bestseller. Polecam.