Pamiętam etap fascynacji picturebookami w naszym domu. Córka je uwielbiała, bez względu nawet na tematykę. Ja trochę bardziej zwracałam na nią uwagę, ale faktem jest, że przez nasze ręce przewinęło się mnóstwo książek, w których na pierwszy plan wysuwają się piękne, kolorowe, wielkie ilustracje. Wciąż jeszcze czasem do takich książek wracamy. „Złodziej opowieści” zaciekawił mnie właśnie tematyką.

Pomysł na książkę jest taki, że w pewnym nadmorskim miasteczku  dziewczynka, wracając z biblioteki, gubi książkę. Znajduje ją morski stwór, a że ciekawskie z niego stworzenie, to zaczyna się zastanawiać, do czego służy ludziom ten przedmiot. Postanawia się tego dowiedzieć, a to niestety oznacza, że w okolicznych domostwach zaczynają ginąć kolejne książki. Sytuacja staje się już na tyle poważna, że… sprawę w swoje ręce postanawia wziąć mała dziewczynka. Podoba mi się to pokazanie odwagi u kilkuletniej dziewczynki, która w tej opowieści wcale nie jest przedstawiona jako krucha i słaba. A tej odwagi dodają jej właśnie książki – to z nich wie, jak rozwiązać tę zagadkę i jak stać się detektywem czy odkrywcą.

Ta historia ma szczęśliwe zakończenie. Dla mnie jest ona o tym, że warto dawać drugie szanse, bo często jest tak, że nie znamy motywów działania drugiej osoby. Wszyscy byli przekonani, że w mieście grasuje złodziej książek, a tymczasem morskim stworem kierowała po prostu ciekawość.

Na uwagę zasługują tu także ilustracje – są piękne, bardzo kolorowe i świetnie pasują do tekstu. Ale nie dziwi mnie to, wszak to picturebook. Warto sięgnąć i zobaczyć, czy i Wam się spodoba.