Od jakiegoś czasu interesuję się uważnością, byciem tu i teraz, w kontekście pracy z małymi dziećmi – jako mama czterolatki i nauczyciel w najmłodszej grupie przedszkolnej. Mam już kilka książek z różnego rodzaju ćwiczeniami i relaksacjami, niemniej bardzo chętnie sięgam po kolejne, by wyłuskiwać z nich to, co najlepsze dla dzieci z mojego otoczenia, i dostosowywać te ćwiczenia do aktualnych możliwości dzieciaków. Ta seria to moje najnowsze odkrycie.

„Moja złość. Słowno-ruchowe ćwiczenia relaksacyjne z twoim dzieckiem” to książka, w której znajdziemy cztery ćwiczenia pomagające zaopiekować się złością. Nie chodzi o to, żeby w jakiś magiczny sposób sprawić, że ona zniknie od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Najważniejsze to zauważyć tę złość, nazwać ją, oswoić, dociec, co jest głębiej, co ta emocja chce nam przekazać. Bo ona, choć trudna, to jest też niesamowicie potrzebna – mówi, że z czymś nam źle, że na coś się nie zgadzamy.

I w tej publikacji właśnie na to znajdziemy sposoby. A konkretnie cztery relaksacje, które poprzez połączenie słów i ruchu pomogą dziecku wrócić do stanu równowagi. Bardzo się cieszę, że podjęto tu także temat mówienia brzydkich słów, którymi moje dziecko jest aktualnie zafascynowane. Brudne gacie, pierdy jamnika, kupa, gluty z nosa, pryszczata facjata – te przykłady są tak życiowe, że aż się uśmiechnęłam. Córka za to śmiała się na głos, tak jej się spodobał ten fragment 🙂

Warte uwagi są także te fragmenty, w których autorka wyjaśnia, co się dzieje w głowie i całym ciele dzięki danej relaksacji.

Pozycja bardzo interesująca, polecam przyjrzeć się bliżej. Jestem ciekawa kolejnych części.