Mało tu ostatnio książek dla dorosłych, zdaję sobie z tego sprawę. Powrót do pracy na etacie mocno ograniczył moje możliwości czytelnicze. Nie znaczy to jednak, że nie czytam nic innego niż książki dla dzieci z córą, po prostu nie zawsze mam czas, by o swoich wrażeniach napisać. Czasem jednak zdarzają się takie książki, które warto pokazać, bo mogą trafić w gust wielu osób. Takie właśnie mam zdanie o książce „Pustkowia spokoju” Anny Fobii.

Już sam pomysł na osadzenie akcji na mroźnej Alasce jest interesujący, bo raczej nieczęsto spotyka się to miejsce w powieściach. Autorka pokazała Alaskę w różnych jej odsłonach, ale do mnie najbardziej przemawia to tajemnicze, może nieco mroczne, dzikie i nieprzewidywalne. Zupełnie jak bohaterowie tej opowieści. Aistis i Izis to postacie z charyzmą, oryginalne i z mocnymi charakterami. Kiedy spotkają się takie osobowości, może powstać prawdziwa mieszanka wybuchowa, która wciągnie czytelnika. Tak właśnie się dzieje w „Pustkowiach spokoju” – Aistis i Izis wzruszają, bawią, ale też wkurzają. Raz człowiek im kibicuje, innym razem posłałby uparciuchów do diabła. Słowem: wzbudzają duże emocje, a o to przecież chodzi.

Szalenie podoba mi się pomysł ukazania magii natury, życia w zgodzie z nią i ze zwierzętami. Anna Fobia losy bohaterów splotła ze wspaniałą wilczycą, która… wyciśnie łzy z czytelnika. Nie żartuje, są tu momenty, w których naprawdę można się poryczeć. A to już od dawna nie zdarza mi się zbyt często w trakcie lektury.

„Pustkowia spokoju” to bardzo klimatyczna książka, trzymająca w napięciu, ale też w pewien sposób kojąca. W sam raz na mroźne, zimowe wieczory – dzięki temu można jeszcze mocniej wczuć się w tę historię. Polecam.