Odkąd tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że musi do nas trafić. Czułam, że autorka i tym razem nie rozczaruje Czytelnika – i miałam rację. To jedna z najlepszych „Baś”, jakie czytałam!

Będzie tu mowa o granicach, ale nie terytorialnych, tylko tych naszych, osobistych, które posiada każdy. Zofia Stanecka po raz kolejny temat niełatwy przedstawia bardzo obrazowo, podaje adekwatne do wieku odbiorców przykłady, a przez to wyjaśnia, o co chodzi z tymi granicami, w sposób jasny i zrozumiały dla młodego człowieka.

Bo choć granice wewnętrzne ma każdy z nas, to nie każdy musi mieć takie same. Jedni wolą być blisko innych, drudzy – w pewnym oddaleniu. Niektórzy dopuszczają do siebie tylko nieliczne osoby, inni lubią liczne towarzystwo. I to wszystko jest okej. Warto pamiętać o tym, że to, iż ja coś lubię, nie oznacza, że ktoś inny ma tak samo. I warto te granice – nasze i cudze – szanować i ich nie przekraczać.

O tym właśnie jest ta książka. Napisana tak, że czytamy ją codziennie, tak samo zafascynowane – trzydziestotrzyletnia ja i moja czteroletnia córa. To dowód na to, że ta publikacja nie ma górnej granicy wiekowej Czytelników. Może spodobać się każdemu i osobiście sądzę, że spodoba się wielu.

Polecam z całego serca!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.