Dzieci uwielbiają kolorowanki wodne – już niejednokrotnie się o tym przekonałam. Dorośli wolą raczej te wielorazowe – i też zaliczam się do tej grupy – niemniej te zwykłe również mają swoje zalety. Po pierwsze – ich koszt jest sporo niższy, co jest nie bez znaczenia, zwłaszcza gdy potrzebna jest większa ilość (na przykład do placówki), a po drugie – można je wyciąć i rozdzielić między dzieci (czy to w domu, czy w przedszkolu), bo nie zawsze mamy możliwość zapewnienia każdemu dziecku kolorowanki wodnej wielokrotnego użytku.

Przyznaję, że bohaterów tych konkretnych bajek, które stały się motywem przewodnim do wodnych kolorowanek, zbyt dobrze nie znam. Niemniej wydają się sympatyczni – urocze brzdące i nieco starsze dzieciaki wyglądają na takie, z którymi nie sposób się nudzić. Jeszcze większą frajdę będą jednak mieli ci, którzy te bajki znają i lubią.

W wodnych kolorowankach najfajniejsze jest to, że do zabawy wystarczą jedynie woda i pędzel. Sprzątania po tym niewiele, za to zabawa przednia. Magia dzieje się na oczach malucha, który pędzlem zamoczonym tylko w wodzie, bez użycia farb, przejeżdża po wykropkowanym rysunku, który nagle nabiera kolorów. Kiedy widziałam to po raz pierwszy, to przyznaję, że i na mnie jako osobie dorosłej zrobiło to wrażenie.

Minusem takich kolorowanek jest dla mnie to, że bardzo szybko są zamalowywane i trzeba sięgnąć po następną, jeśli chce się kontynuować zabawę. Właśnie dlatego wolę kolorowanki wielokrotnego użytku.

Książeczki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.