Zapewne wielu z was ma swoje ulubione nazwiska ze świata literatury. W takich sytuacjach czytelnik wie, że może brać w ciemno książkę autora. Sama mam takich kilka – i bardzo sobie to cenię. Bo, owszem, bardzo lubię poznawać nowych twórców – wtedy nigdy nie wiem, czego się spodziewać. I tylko od autora zależy, jak ten „kredyt zaufania” wykorzysta. Ale bywa i tak, że nie mam zbyt wiele czasu na odkrycia, za to buzuje we mnie czytelniczy głód i wtedy chcę przeczytać coś, co na pewno mi się spodoba. Może nie poczuję się zaskoczona, ale z pewnością usatysfakcjonowana. Czasem to wystarcza. A ta przewidywalność jest potrzebna i kojąca. Jednym z takich nazwisk-pewniaków jest dla mnie Brontë.

Mam swoje ulubione książki autorstwa tego utalentowanego rodzeństwa. Być może „Vilette” do ścisłej czołówki nie należy, ale to wcale nie oznacza, że tej historii czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie – jest ona bardzo dopracowana, kompletna, zachwycająca. A wyższość innych książek sióstr Brontë nad tą to już moje subiektywne odczucie jako czytelnika. Dla mnie po prostu trudno dorównać „Wichrowym wzgórzom” czy „Dziwnym losom Jane Eyre”.

Lucy Snowe, główna bohaterka tej opowieści, to osoba, której obce są porywy uczuć i namiętności. Opanowana – i to opanowanie bardzo w sobie ceniąca. Jako że nie jest osobą zamożną, to musi wziąć sprawy finansowe w swoje ręce i zarobić na własne utrzymanie. Malutka Polly to z kolei jej zupełne przeciwieństwo – i nie sposób tej dziewczynki nie lubić! Kiedy jednak Lucy podejmuje pracę nauczycielki na pensji, jej życie zupełnie się zmienia. To, co kiedyś wydawało jej się nierozważne, teraz zaczyna być jej udziałem – takie nowe, nieoczekiwane, ale i piękne.

Ta książka to prawdziwa cegiełka i wcale nie czyta się jej tak szybko. Tym lepiej – można dłużej rozkoszować się lekturą i tymi wszystkimi widokami, które autorka przed nami maluje. A maluje pięknie, uczciwie trzeba to przyznać.

Jeśli znacie twórczość sióstr Brontë – sięgnijcie po tę książkę po raz kolejny. Może okazać się, że zwrócicie uwagę na zupełnie inne rzeczy niż wcześniej. A jeśli jeszcze nie czytaliście tych książek, to… aż wam zazdroszczę.