Aleksandra i Daniel Mizielińscy wielu z was zapewne kojarzą się przede wszystkim z „Mapami” – mnie również. Natomiast tutaj zaskoczą czytelników, bo oddają w ich ręce… komiks! W dodatku komiks dla najmłodszych (chociaż nie tylko). Komiks dla najmłodszych brzmi nieco… abstrakcyjnie – wszak niewielka czcionka i akcja oparta głównie na dialogach to niekoniecznie coś, co przemówi do maluchów. Ale tutaj jest inaczej. „Wielka podróż dziadka Eustachego” to komiks… bez słów!

Komiks bez słów wydaje się nie mniej abstrakcyjny, niemniej czuję ten pomysł. Dzięki temu to czytelnik może opowiedzieć tę historię swoimi słowami, a więc za każdym razem może ona brzmieć inaczej – nawet opowiadana przez tę samą osobę. Bo za każdym razem możemy  dostrzec na ilustracjach coś innego, skupić się na innym szczególe.

Książka w takim wydaniu to świetny sposób na rozwój mowy, słownictwa i umiejętności narracyjnych. I kto wie, czy nie zainspiruje nieco starszych dzieciaków do stworzenia swoich komiksów bez słów – wyobraźni dzieciom odmówić nie sposób, nawet jeśli jeszcze nie potrafią zapisać partii dialogowych w niewielkich dymkach.

Ilustracje są charakterystyczne dla autorów – zapewne jednym przypadną one do gustu, innym nie. Dla mnie są okej, choć zazwyczaj preferuję inny typ kreski.

Podoba mi się także przesłanie książki – piękne i budujące, ale sądzę, że każdy powinien odczytać je sam, a więc go tu nie zdradzę. „Wielka podróż dziadka Eustachego” to interesująca i oryginalna publikacja, warta uwagi, posiadająca sporo walorów edukacyjnych, co jako nauczycielka muszę podkreślić.