Lubię książki, które zaskakują. O ile w książkach dla starszych dzieci często ten element zaskoczenia występuje, o tyle w publikacjach dla maluszków już niekoniecznie. I trochę nawet to rozumiem – wszak młody człowiek dopiero buduje swoją wiedzę o świecie. Jeśli jednak do tych walorów poznawczych dołożymy trochę humoru, to może wyjść z tego coś naprawdę ciekawego. Co więcej – poszerza nam to docelową grupę wiekową czytelników. Bo jeśli w tej książeczce podane byłyby jedynie osoby i czynności, jakie wykonują, to byłaby to publikacja dla tych najmłodszych. Dzięki możliwości przekładania i łączenia ze sobą stron powstało coś, po co chętnie sięgnie także przedszkolak, nawet ten starszy!

Pomysł na „Przekładkiewiczów” jest następujący: mamy rodzinę, całkiem liczną. Każdy z nich coś robi, a są to aktywności różne, bo w książce spotkamy się z kilkoma pokoleniami. I możemy tę książeczkę tak właśnie przeczytać – każdy robi to, co do niego należy. Ale możemy też przekładać połówki stron, mieszając w ten sposób aktywności. I nagle okazuje się, że tata maluje usta, a babcia ma brodę. Naprawdę można się tu pośmiać, bo kombinacji jest całkiem sporo.

Dodam, że przekładanie stron to także fajne ćwiczenie precyzji ruchów i sprawności palców. A ćwiczenia tych umiejętności u maluchów w atrakcyjnej formie zawsze znajdują u mnie uznanie.

Publikacja ma dość niewielki format, więc jest poręczna i wygodna dla małych rączek. Ma zaokrąglone brzegi, co korzystnie wpływa na bezpieczeństwo przy użytkowaniu przez młodsze dzieci. To ważne, bo właśnie one są grupą docelową czytelników. Całość jest też kartonowa, a więc nie zniszczy się tak szybko, nawet w przypadku częstego użytkowania – a sądzę, że książka może być często użytkowana.

Bardzo przyjemna, atrakcyjna dla dziecka, dostosowana do potrzeb maluchów. Warta polecenia.