„Sekret rodu Oswaltów” to dobry przykład na to, że niepozorna oprawa może skrywać całkiem interesującą treść. Choć sama często jestem okładkową sroką, to jednak cieszę się, że tym razem dałam się skusić na coś nowego, innego i intrygującego.

Główny bohater, Aaron Whalen, jest znanym w Harford detektywem. Głównie za sprawą ujęcia przed laty mordercy zamożnej rodziny Olwatów, która zginęła tragicznie z rąk bestii w ludzkiej skórze. Kiedy w mieście słynącym z wysokiego poziomu przestępczości dochodzi do kolejnego zabójstwa, które ma w dodatku sporo cech wspólnych ze sprawą Oswaltów, Whalen ponownie zostaje wywołany do tablicy przez przełożonych, ale tym razem zostaje mi przydzielona nowa partnerka – Jessica. Mężczyzna nie ma pojęcia, dlaczego „góra” tak naciska, aby to właśnie ona pomagała mu w rozwikłaniu tej sprawy. To zresztą niejedyna jego zagwozdka – większą stanowi to, jak odnaleźć mordercę, skoro zabójca Oswaltów od lat siedzi zamknięty w celi. Jedynym pomysłem, który rodzi się w głowach detektywów, jest spotkanie z bestią w więziennych murach…

Książka trzyma w napięciu, ten efekt fajnie udało się autorowi w czytelniku wzbudzić i go utrzymać. Odpowiedzi nie są tutaj podane na tacy, nic nie wiadomo od początku – przynajmniej ja się tego nie domyślałam.

Nie jest to publikacja długa, liczy niespełna dwieście stron. Tym, co według mnie można by było poprawić, jest samo wydanie. Malutki format książki i niepozorna okładka mogą sprawić, że po prostu zginie ona wśród innych i nie przyciągnie spojrzenia, by ktoś chociażby zapoznał się z opisem. A miłośnikom kryminałów mogłaby się spodobać.