Jeśli spotkaliście się już kiedyś z Maszą, to zapewne wiecie, że choć nie brakuje jej uroku, to jest ona także niesamowitą psotnicą, zwłaszcza gdy chodzi o jej przyjaciela Niedźwiedzia – miś nie ma z nią łatwo, za to czytelnik dzięki ich przygodom nie narzeka na nudę.

Tym razem Masza postanowiła opowiadać bajki swoim zabawkom, trzeba przyznać, że historii zna całkiem sporo – w książce znajdziemy ich aż czternaście. Być może zaskoczą was tytuły, bo będzie tu i „Czerwony Kapturek”, i „Jaś i Małgosia”, i „Dziadek Mróz”, a nawet „Kopciuszek”. Nie spodziewajcie się jednak wiernego odtworzenia historii znanych z dzieciństwa – to w końcu Masza, a więc opowiada bardzo swobodnie, to jej luźna interpretacja znanych utworów. Nie dziwcie się zatem, gdy zobaczycie, że Czerwony Kapturek spotkał w lesie piernikowego ludka, który również pada ofiarą złego wilka. A kiedy już wszyscy zostaną ocaleni, piernikowy ludek ponownie wpadnie w tarapaty. Dla niektórych będzie to z pewnością dodatkowa atrakcja, bo zamiast powielania opowieści, którą dzieci już znają, jest coś nowego, a z Maszą nigdy nie wiadomo, jak potoczy się dana historia.

Wśród bajek opowiadanych przez Maszę znajdziecie następujące: „Czerwony Kapturek”, „Dziadek Mróz”, „Jaś i Małgosia”, „Królewna żabka”, „Lisica i zając”, „Śnieżynka”, „Kopciuszek”, „Ziarenko grochu”, „Tomcio Paluch”, „Świniopas”, „Sinobrody”, „Wilk i lis”, „Dzielny krawczyk” i „Smolny byczek”.

Ja w ogóle z klasycznymi bajkami mam tak, że czasem się zastanawiam, dlaczego tak mi się one podobały, gdy byłam dzieckiem. Jako osoba dorosła dostrzegam w nich pewne rzeczy, które niespecjalnie mi się podobają, ale nie jest tak, że z córą całkiem rezygnujemy z tego typu opowieści. Po prostu sięgamy po nie raczej rzadko, pewnie także dlatego, że mamy w czym wybierać w naszej domowej biblioteczce, i to córa decyduje, co chce przeczytać.

Podoba mi się natomiast zabieg z ilustracjami – mamy tu dwa rodzaje kreski. Na początku każdej opowieści pojawia się Masza w towarzystwie swoich przyjaciół. Tutaj kreska jest taka, jaką znacie z ekranów, bardzo efektowna. Później zmienia się na prostszą. Taki podział ułatwi młodszym dzieciom rozeznanie się, co właściwie się tu wydarzyło, bo w tej publikacji mamy coś w rodzaju bajek w bajce.

Jeśli lubicie Maszę i klasyczne bajki, sięgnijcie. U mnie nie było efektu wow, córka woli inne książki z Maszą w roli głównej, niemniej po tę czasami też sięga.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.