Basia w naszej biblioteczce zadomowiła się już na dobre – trudno byłoby znaleźć dzień, kiedy nie sięgamy po chociaż jedną książkę z jej przygodami. Najchętniej córa przynosi do czytania „Wielkie księgi”, bo wtedy nigdy nie kończy się na jednej historii. Dlatego za każdym razem, gdy pojawia się nowa książka o Basi i jej rodzinie, aż przebieramy nóżkami, czekając, aż do nas dotrze. Tym razem będzie o dwóch nowościach – „Basia i rower” i „Basia i przyjaciele. Marcel”.

„Basia i przyjaciele. Marcel” to historia, przy której prawie się popłakałam ze wzruszenia, bo dotyczy ona tematu dla mnie ważnego i niesamowicie smutnego. U Marcela, przyjaciela Basi, pojawia się pies, którego ktoś chciał otruć. Biedak zjadł zatrutą kiełbaskę, leżał bez sił we własnych wymiotach i właśnie w takim stanie znalazła go mama chłopca. Wizyta u weterynarza wlała nadzieję w serca całej rodziny. Bo musicie wiedzieć, że rodzina Marcela jest wyjątkowa – na końcu tej opowieści będzie liczyła już mamę, tatę, czwórkę dzieciaków, trzy koty, dwa psy, papuga i chomika. W ich domu (prawie) każdy na serce na dłoni dla zwierząt i nie przejdzie obojętnie obok zwierzaka w potrzebie, dlatego bezdomne czworonogi są tam mile widziane. Ale w tej części jest nie tylko o pomaganiu zwierzętom, jest też o przemijaniu i o tym, żeby dobrze przeżyć swoje życie. Ta książka jest naprawdę piękna, to jedna z moich ulubionych z udziałem Basi.

„Basia i rower” to z kolei publikacja, w której motywem przewodnim stała się rodzinna wycieczka rowerowa. I to już jest pierwszy plus – aktywny wypoczynek w gronie bliskich osób to coś, co jak najbardziej mi się podoba. Oczywiście Basia i jej rodzina napotkają na swej drodze różne przygody, z „piratami rowerowymi” na czele, ale mimo wszystko ta część jest dość spokojna, płynie się przez nią przyjemnie, ale bez większych wybuchów emocji, jak w przypadku książki, o której pisałam wyżej. Basia trochę poprzypomina sobie o tym, jak to było, gdy uczyła się jeździć, a nawet zapragnie porozmawiać z mamą o tym, jak to było, gdy jeszcze się nie urodziła – uwielbiam te ich rozmowy i ciekawość świata głównej bohaterki.

Z tych dwóch publikacji zdecydowanie bardziej podobała mi się część z Marcelem, niemniej obie są warte uwagi, obie zainteresują nie tylko zwolenników serii o Basi, ale też dzieci, które jeszcze jej nie znają – a przynajmniej ja widzę duże na to szanse, bo to Basia, a Baśki nie da się nie lubić!

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.