Urodziny to nie tylko ważna, ale i poważna sprawa, zwłaszcza jeśli ma się zorganizować urodzinową imprezę, choć tak naprawdę najchętniej spędziłoby się ten dzień jedynie z najbliższymi przyjaciółkami. Cóż z tego, skoro każda z nich liczy na naprawdę widowiskowe party – na basenie, w wersji tradycyjnej, a może… rykowisko? Pomysłów jest wiele, ale główna zainteresowana jakoś nie ma ochoty na żaden z nich. Dlaczego? Wszystko zaczęło się od… snu.

A sen był nie byle jaki, bo właśnie urodzinowy. Nikki śniła o tym, jak to jej wielka nieprzyjaciółka niszczy przyjęcie, niby przypadkiem popychając ją solenizantkę na tort. A przyjaciółki Nikki, mimo dobrych intencji, jeszcze bardziej pogłębiają katastrofę. Do snu dochodzą jeszcze wspomnienia z przyjęcia urodzinowego, gdy Nikki była dzieckiem, a jej tata wcielił się w rolę klauna – tamta impreza także nie skończyła się dobrze. Tak więc nasza bohaterka widzi naprawdę sporo przesłanek, aby żadnego przyjęcia nie urządzać. Czy jednak ulegnie?

Ale urodziny to niejedyny poruszany w tej części temat. Będzie też o trudnym wyborze – koncerty zespołu z własną sympatią czy wspaniale zapowiadająca się podróż do Paryża? Cóż, decyzja na pewno nie należy do łatwych. No i będzie trochę humoru – na przykład wtedy, gdy młodsza siostra Nikki zaczynie eksperymentować w kuchni.

Tak jak w przypadku poprzednich części serii, tak i tutaj mamy do czynienia połączeniem zapisków głównej bohaterki i czarno-białych rysunków trochę przypominających komiksy. Dzięki temu dziennik Nikki robi się o wiele ciekawszy i atrakcyjny dla młodych czytelników.

Być może „Dzienniki Nikki” zainspirują kogoś do prowadzenia własnych zapisków, a to nie dość, że ciekawe i kształcące doświadczenie, to jeszcze pamiątka na lata. Polecam zaproponować to własnym pociechom.