Święta co prawda już za nami, ale jako że trafiłam na interesującą książkę dla dzieci o takiej tematyce, postanowiłam wam ją pokazać. Może to nawet lepszy czas na zaprezentowanie świątecznej publikacji, bo w grudniu ciężko przebić się w ich gąszczu, a teraz być może „Kominiarz na święta” zapadnie wam w pamięć i będziecie mieć tę książkę na uwadze przy kompletowaniu świątecznych lektur na rok bieżący.

Czym zatem ujęła mnie ta publikacja? Zarówno pomysłem na przedstawienie świąt nieco inaczej niż zazwyczaj spotykamy to w bożonarodzeniowych książkach, jak i ilustracjami. Ale po kolei…

W książce głównym bohaterem jest tytułowy kominiarz, który każdego roku odwiedza jeden dom. Ten, którego domownicy potrzebują jego obecności, przy czym wcale nie chodzi o wyczyszczenie komina. Tym razem trafia on do mamy i jej syna, którzy mimo świątecznych przygotowań wcale nie czują magii Bożego Narodzenia, bo tata chłopca pracuje za granicą i po prostu za nim tęsknią. Mama i syn odmawiają sobie nawet wigilijnej kolacji w gronie dalszej rodziny, bo wtedy nie mogliby porozmawiać z tatą nawet przez kamerkę. Do tego momentu nastrój książki jest raczej nostalgiczny, ale wizyta kominiarza wszystko zmienia – począwszy od tego, że tajemniczy i niespodziewany gość twierdzi, iż święta nie mogą się odbyć bez klusek z makiem,  więc zaczyna się rządzić w cudzej kuchni, a skończywszy na innych niespodziankach, które przywołają uśmiech na twarz czytelnika. Bo wbrew temu, co zapowiadał początek, ta historia wcale nie będzie smutna. Będzie pełna magii świąt i świątecznych cudów.

Ujęły mnie też ilustracje. Są bardzo oryginalne – proste, a zarazem dobrze oddające klimat książki. Myślę, że to zasługa mimiki postaci, która świetnie pokazuje emocje bohaterów. Kolorystyka chłodna, zimowa, więc także pasuje do całości.

To interesująca książka o tematyce świątecznej. Pokazująca, co w święta,  ale też w ogóle w życiu jest ważne.