Zarówno tytuł, jak i okładka tej książki sugerowały mi, że otrzymam porządną dawkę strachu i mrocznego klimatu, zapewne opatrzonego nawet kilkoma trupami. Tymczasem owszem – trup się pojawił, niemniej publikacja okazała się zupełnie inna, niż zakładałam. „Pójdziesz ze mną?” to przykład tego, że książka może po prostu trafić na nieodpowiedniego odbiorcę i tak chyba stało się w moim przypadku. Ale po kolei…

Główny bohater to student socjologii, który wyruszył do wielkiego miasta, gdzie poznał życie od zupełnie innej strony. Zachłysnął się tym życiem, łatwością, z jaką przyszło mu zawieranie nowych znajomości, często kończących się wizytą w sypialni. I ten motyw nie byłby zły, gdyby nie fakt, że seks, a w zasadzie uzależnienie od niego zdominowało fabułę. Bo to nie jest tak, że mi się w ogóle nie podobało – niektóre wątki okazały się dla mnie interesujące, jak choćby motyw trudności ze znalezieniem pracy w stolicy, problemy Natalii (dziewczyny głównego bohatera) czy pasja Konrada i to, że starał się jej oddawać, chociaż finansowo było to średnio opłacalne. I jego rozważania na temat rynku pracy, ta rozbieżność pomiędzy tym, co myślał, a co mówił do pracodawców. Ta książka ma mocne strony, ale…

No właśnie, tu dochodzi do głosu ta część mnie, która była rozczarowana tym, że tego seksu było tak dużo, niemal w każdym rozdziale, a tych było sporo. W pewnym momencie podchodziło to już dla mnie pod sci-fi, bo o ile wierzę, że pewien typ facetów ma łatwiej, jeśli chodzi o zabieganie o kobiece względy, to uśmiechałam się pod nosem, gdy w przypadku bohatera tej książki czasem wystarczyły dwa zdania i akcja kończyła się w łóżku (lub gdzie indziej). Ale nie wiem, być może to różnica pokoleń i dlatego takie rzeczy mnie wydają się nieprawdopodobne.

Rozdziały są krótkie, książkę czyta się szybko, nawet bardzo – mnie zajęło to dwa wieczory. Można przeczytać, jeśli ktoś lubi takie klimaty.