Znam kilka osób, które w czasach studiów z zamiłowaniem oddawały się podróżom stopem. Głównym powodem często bywały nawet nie finanse, ale po prostu chęć przeżycia przygody, ta niepewność dotycząca samej drogi, a czasem i celu podróży. Sama nigdy nie porwałabym się na coś takiego, za bardzo strachliwa ze mnie duszka, niemniej przyznaję, że podróżowanie w nieznane stopem ma swój urok i trochę zazdroszczę odwagi tym, którzy oddają się tej pasji. Tak jak bohaterowie „Autakry” – Stachu i Polo. Choć ich wędrówka to w ogóle inna bajka, inny świat, bo przenosimy się do roku 1990.

Zmiana systemu niosła nadzieję na lepsze jutro, ale też znosiła wiele barier. Ta wolność cieszyła, chciałoby się z niej czerpać pełnymi garściami, bo nagle przed człowiekiem otwierał się cały świat, ten zachodni, a więc w odczuciu wielu lepszy. Dwaj przyjaciele, wychowani w komunistycznej Polsce, także postanowili zachłysnąć się tą wolnością podczas podróży do Hiszpanii, aby zobaczyć… białego goryla. Sprawdziłam to sobie i rzeczywiście – w barcelońskim zoo pomieszkiwał swego czasu Śnieżek, jedyny goryl albinos na świecie. Już samo porwanie się na takie przedsięwzięcie na początku lat dziewięćdziesiątych jest nie lada wyczynem, a jeśli dodamy do tego fakt, że podróż ta była raczej mało zaplanowana, także pod względem finansowym, to otrzymamy gwarancję wciągającej lektury, pełnej wzlotów i upadków, ale przede wszystkim ciekawych anegdot z podróży.

Stachu i Polo zabiorą czytelnika ze sobą w tę podróż, bardzo obrazowo przedstawiając przygody, jakie ich spotkały, a także własne przemyślenia na wiele spraw. Dowiemy się na przykład, tak w humorystycznym ujęciu, jak kilka dekad temu rekrutowało się „babcie klozetowe” oraz jak ciężki plecak wypchany konserwami są w stanie udźwignąć męskie barki. Stachu i Polo dają się lubić, a to duża zaleta, bo dla mnie nie ma chyba nic bardziej irytującego niż główny bohater, który nie zdobył mojej sympatii. Tym chłopakom od początku życzyłam, aby dotarli do celu swojej podróży.

W przypadku tej książki warto przeczytać także podziękowania, bo wtedy… tak naprawdę nie wiemy już, co było prawdą, a co fikcją, co wydarzyło się naprawdę, a co jedynie w wyobraźni autora. A dzięki temu historia jeszcze zyskuje na atrakcyjności. W ogóle książkę czyta się dobrze, płynnie, z zaciekawieniem, bo autor opowiada niczym stary gawędziarz.

Polecam! I przypominam, że jeszcze przez trzy dni możecie zgarnąć tę książkę w konkursie!

Książkę kupicie tutaj. Dla czytelników zaczytana.com.pl zniżka 40% na tej stronie, po wpisaniu kodu: zaczytana 🙂