Odnoszę wrażenie, że coraz rzadziej można spotkać się ze zdaniem: „Przecież to tylko zwierzę” – całe szczęście – niemniej tym, którzy wciąż tak twierdzą, podsunęłabym do przeczytania tę książkę. To, że nie rozumiemy języka zwierząt, wcale nie oznacza, że one są mało istotne, głupie czy nie wiadomo co jeszcze. Autor tej książki wskazał cały szereg podobieństw między ludźmi a zwierzętami – i wcale nie chodzi jedynie o małpy!

W „Człekozwierzu” znajdziemy informacje o tym, że różne gatunki świata fauny żyją w społeczności i – jak my – współpracują ze sobą, co więcej – lubią się bawić, a nawet popisywać przed sobą, co i ludziom nie jest przecież obce. Znajdziemy tu także rozdziały o zwierzęcych uczuciach i ich inteligencji, bo choć na co dzień zapewne  nie zastanawiamy się nad takimi sprawami, to jednak warto wiedzieć, że zwierzęta potrafią się porozumiewać, poszukiwać rozwiązań problemów, a nawet… potrafią by wynalazcami! Wiedzieliście na przykład, że małpy używają zwykłego patyka do drapania się po plecach? A wrony? Wyobraźcie sobie, że zrzucają one orzechy na ulice, by przejechały je samochody, w ten sposób nie mają problemów z ich rozłupywaniem!

Czym zatem jest ta książka? Czy to tylko zbiór ciekawostek o zwierzętach? W moim odczuciu to coś o wiele więcej. To pokazanie zwierząt dzieciom z zupełnie innej perspektywy – jako stworzeń myślących, czujących, takich jak my. A to pierwszy krok do budowania u młodych ludzi szacunku do zwierząt, a to bardzo ważna postawa, wpływająca także na szerszą perspektywę – szacunku do inności i dla słabszych.

Moja córka jest jeszcze za młoda na tę lekturę, niemniej ja jako mama, bogatsza o informacje z tej publikacji, bardzo bym chciała już teraz dawkować jej tę wiedzę podczas eksplorowania przez nią świata. Polecam!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.