Posiadanie rodzeństwa to cudowna sprawa. Sama mam brata i choć jako dzieci kłóciliśmy się jak mało kto, to nie zamieniłabym go na żadnego innego. Ale to, że brat czy siostra to wielki skarb, nie oznacza wcale, że zawsze w tych relacjach jest wesoło – u rodzeństwa występuje cała paleta różnorodnych emocji, nie zawsze tych, które odczuwać lubimy. W końcu rodzeństwo, choć bardzo się kocha, to jednak często również ze sobą rywalizuje – czy to o zabawki, czy o czas, który poświęcają drugiemu rodzice. Ta książka pomoże zrozumieć mechanizmy, które występują w wielu rodzinach, i wypracować rozwiązania będące kompromisem.

Znam już serię „Akceptuję, co czuję” i od dawna jestem nią zachwycona. Te książki budują u dzieci świadomość tego, że każdy z nas odczuwa różne emocje, w tym złość, smutek, strach, wstyd, i że to normalne, że nie ma w tym nic złego czy niewłaściwego. Oswojenie z własnymi emocjami prowadzi do ich akceptacji, co jest bardzo ważne nie tylko u dzieci, ale i u dorosłych, a niestety nawet oni często mają z tym problem.

Tym razem wzięto na warsztat posiadania rodzeństwa. W tej książce postawiono na aktywność dziecka, co uważam za krok genialny. Młody człowiek na przykładzie różnych scenek, sytuacji i zachowań może przeanalizować to, co się dzieje, wyciągnąć wnioski i przełożyć to na grunt własnych doświadczeń. Książka zawiera mnóstwo zadań do wykonania, a wszystkie one dotyczą tematyki rodzinnej, relacji między bliskimi. Autorka nie ubarwia rzeczywistości – otwarcie pokazuje na przykład to, że pierwsze dziecko w rodzinie jest często wychuchane, wychowywane podręcznikowo, może nawet zbyt „ostrożnie” (uważaj, bo…). Kiedy pojawia się kolejny potomek, jest inaczej, na co składa się kilka czynników. Po pierwsze – czas trzeba podzielić pomiędzy dzieci, po drugie – nauczeni doświadczeniem rodzice wiedzą już, że tych „uważaj” może być o połowę mniej, a dziecko i tak sobie poradzi, a i szczęśliwsze będzie, bo szybciej odkryje wiele rzeczy. To, że kolejne dzieci są wychowywane inaczej, nie oznacza, że gorzej, po prostu inaczej, bo inne są doświadczenia i możliwości rodziców. I o tych różnicach też jest tutaj mowa, a także o tym, że starsze dzieci mogą czuć się pokrzywdzone, bo przecież nie trzeba im pomagać, są już duże i samodzielne.

Dodam jeszcze, że i rodzic znajdzie tu coś dla siebie, bo na końcu znajduje się garść teorii przeznaczona właśnie dla dorosłego czytelnika.

To naprawdę interesująca publikacja, zresztą jak każda z tej serii. Lubię te książki i chętnie sięgam po nowości autorstwa Isabelle Filliozat. Podsumowując – polecam!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Harper Kids.