O „Książkożercach” już trochę słyszałam, ale „Inka ze Srebrnej Groty” to pierwsza pozycja z serii, która trafiła do naszego domu. Moje dziecię jest jeszcze sporo za młode na samodzielne czytanie, niemniej ta historia jest po prostu ciekawa, więc córa ochoczo jej słuchała.

Seria ta ma trzy poziomy trudności, w zależności od tego, na jakim etapie czytania jest dziecko. Tutaj mamy do czynienia z poziomem A (są jeszcze B i C), a to oznacza, że książka jest przeznaczona do pierwszych prób samodzielnego czytania – pojawiają się tu raczej zdania pojedyncze (1-3 zdań na stronie) oraz proste słowa z jak najmniejszą ilością dwuznaków i liter ze znakami diakrytycznymi.

A o czym jest sama historia? Cofamy się w czasie i poznajemy Inkę oraz jej bliskich. Kilkuletnia dziewczynka pewnego dnia spotyka mamuta i zwierzę to fascynuje ją do tego stopnia, że postanawia je narysować. Ale rysowanie spalonymi drewienkami na skale wcale proste nie jest. Efekt jest raczej mało zadowalający, a śmiech brata jeszcze bardziej wytrąca naszą bohaterkę z równowagi. Wtedy mama radzi, by Inka zaczęła od rysowania na piasku i tam udoskonalała swój obrazek. Ta technika skutkuje, dziewczynka rysuje coraz lepiej. Mnie ta strategia jest bliska, bo z córą też rysujemy po materiałach sypkich – kaszach, mące, piasku.

Na końcu znajdują się pytania do tekstu, więc możemy sprawdzić, ile nasze dziecię zrozumiało z czytanego tekstu (starszak oczywiście może to zrobić sam), a czytanie ze zrozumieniem to bardzo ważna umiejętność. Znajdziemy tam także 6 naklejek związanych z tekstem, a to zawsze interesujący bonus, nie tylko dla najmłodszych pociech.

Na plus zaliczam także ilustracje, bo mimo niewielkiego formatu publikacji ilustracje są duże i kolorowe. Seria liczy sobie już kilka tytułów, a że nie zajmuje wiele miejsca i cenę ma przystępną, to z dzieckiem zaczynającym samodzielnie czytać spokojnie można zacząć kolekcjonować.