Po raz pierwszy od dawna mam do czynienia z sytuacją, w której mam napisać recenzję, ale odkładam to na bliżej nieokreślone potem, bo po prostu… nie wiem, co napisać. „Mokre rzęsy dziewcząt”, choć przeczytane już jakiś czas temu, musiały poczekać, aż opinia o nich we mnie dojrzeje.

To książka, która zaintrygowała mnie fragmentem znalezionym na stronie wydawcy. Nieczęsto przecież zdarza się, że autor już na wstępie nie szczędzi sobie inwektyw, wśród których znajdują się też naprawdę oryginalne określenia, na przykład „fatalny kutasik”. To od razu rozbawia czytelnika, który czuje, że ten, kto napisał tę książkę, ma poczucie humoru i dystans do siebie. Problem w tym (a może to nie problem? może to było celowe?), że w trakcie lektury ja autora naprawdę miałam ochotę tak nazwać! Dlaczego? O tym za chwilę.

Na niecałych stu stronach autor oprowadza nas po wykreowanym przez siebie świecie, pełnym interesujących postaci kobiecych, za to dziwnym i trudnym do ogarnięcia. Ja się starałam, naprawdę się starałam zrozumieć, o co chodzi, czasem cofałam się o kilka stron i czytałam raz jeszcze, sądząc, że może coś mi umknęło, ale wciąż nie potrafiłam odgadnąć, o co tak naprawdę autorowi chodziło. Bo o coś na pewno, nie sądzę, by chciał jedynie udowodnić czytelnikowi, że zasługuje na te epitety, którymi sam siebie uraczył we wstępie 🙂 Raz nawet sądziłam, że pan Adamczyk w końcu coś podpowie, coś wyjaśni, ale on stwierdził wtedy, że szkoda strzępić ryja lub coś podobnego (nie pamiętam dokładnie, trochę już minęło czasu, odkąd skończyłam czytać), przez co znów musiałam pomyśleć sobie o nim nieładnie. Ale po chwili uśmiechnęłam się do siebie, że podchodzę do tego tak emocjonalnie.

W końcu zmieniłam taktykę. Przestałam szukać sensu, za to skupiłam się na warstwie językowej. Bo tutaj jest naprawdę interesująco. Autor posługuje się niekiedy takimi określeniami, że sama bym nie wymyśliła lepszych. W ogóle te jego odautorskie wstawki, to wcinanie się w opowiadaną historię – to naprawdę fajnie się czytało, ale powtórzę: wtedy, gdy przestałam doszukiwać się sensu. On zapewne był, ale ja go nie odkryłam. I chociaż mnie ta świadomość wkurzała, to jestem ciekawa kolejnych książek autora, bo jego styl jest w jakiś nie do końca zrozumiały dla mnie sposób świeży i oryginalny, choć specyficzny.