Jeże to takie sympatyczne stworzenia, do których wiele dzieci ma słabość. Ja miałam i gdy byłam mała, trudno było mi początkowo zrozumieć, dlaczego nie możemy zatrzymać jednego w domu, kiedy pewnego razu zawędrował na nasze podwórko. Intencje miałam naprawdę dobre – chciałam karmić go, poić i opiekować się nim najlepiej, jak potrafiłam. Mieliśmy przecież psy, chomiki, dlaczego nie mielibyśmy przygarnąć też jeża? Mimo wszystko rodzice się nie zgodzili. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że postąpili słusznie, bo nie każdemu zwierzakowi jest dobrze w warunkach domowych i nawet najlepsza opieka nie wygra z ich naturą i potrzebą życia na wolności. I o tym właśnie jest ta książka.

Pewnego dnia mama jeżyków zaczęła przenosić je w inne miejsce. Nie zdążyła jeszcze zabrać ostatniego malca, gdy znalazł go chłopiec, który szybko zabrał go do swojego taty, chcąc uratować zwierzątko. Jego zamiary były jak najbardziej słuszne, tylko że gdy mama wróciła po ostatniego jeżyka, nie było go tam. Co więcej – wykarmienie takiego maleństwa wcale nie jest proste, a jeśli nie znamy się na tym, powinniśmy udać się do specjalistów. Tak robią chłopiec i jego tata – zanoszą jeża Eliasza do specjalnego azylu, gdzie będą wiedzieli, jak się nim zająć. I całe szczęście, bo krowie mleko mogłoby takiemu maluchowi zaszkodzić. Kiedy w końcu udaje się opanować kwestię karmienia – a wierzcie, że pokazano to w rozkoszny sposób – pojawia się kolejny problem, bo przecież małego jeżyka ktoś musi nauczyć, jak być jeżem. Na szczęście i na to znajdzie się sposób.

Tytułowe porwanie brzmi trochę strasznie, wszak dziecko miało przecież czyste intencje i chciało pomóc. Ale tutaj chodzi raczej o to, by uwrażliwiać młodych ludzi już od najmłodszych lat, że nie powinno się ingerować w naturę dzikich zwierząt – mimo iż są słodkie i bardzo chcielibyśmy mieć takie w domu. Jak zatem zachować się, gdy znajdziemy osamotnionego malca i chcemy mu pomóc? Najlepiej zamiast zabierać go z miejsca, w którym go pozostawiono, powiedzieć o tym osobie dorosłej i skontaktować się z placówką, która zajmuje się takimi sytuacjami. Ludzie tam pracujący doradzą, co zrobić. Warto im zaufać, ich wiedzy i doświadczeniu w pomaganiu zwierzętom. Wierzę, że takiego zawodu nie wybiera się przypadkowo, ale z powołania.

To książka bardzo potrzebna. Dla mnie to nowość, nie spotkałam się wcześniej z taką tematyką. Oby dotarła do jak największej liczby odbiorców.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperKids.