Zazwyczaj znajdujecie tu recenzje książek i zabawek dla dzieci, książek obyczajowych i raczej kobiecych – wszak blog prowadzą dwie kobiety. Czasem jednak urozmaicamy to czymś zupełnie innym – czy to mocniejszym kryminałem, czy też opowieścią w klimacie fantasy. Tak jest tym razem, bo „Mrok we krwi” to pierwsza część serii książek fantasy, która może przypaść do gustu i miłośnikom gatunku, i osobom, które sięgają po taką literaturę sporadycznie.

Tym, co na zauważamy już na pierwszy rzut oka, jest drobiazgowo zaplanowany świat, który wykreował autor. Szczegółów i imion bohaterów jest dużo, co początkowo jest dość trudne podczas lektury (ja zawsze mam problem z zapamiętywaniem, kto jest kim, jeśli postaci jest sporo), ale z każdym rozdziałem to uczucie zmniejsza się. Co więcej, często okazuje się, że te detale są istotne dla fabuły i tu przyznaję, że autor poprowadził tę historię w sposób spójny, ale też atrakcyjny dla czytelnika. Ta opowieść po prostu wciąga.

Poznajemy tutaj Skrę, która przechodzi kolejne próby, by zostać szamanką, a podczas ostatniego z zadań spotyka dziwną postać o wielkiej mocy. To dzięki niej może na chwilę zajrzeć w swoją przyszłość. I choć dostrzega jedynie migawki, to w pamięć zapada jej pewien mężczyzna. Kim się okaże i jaką rolę odegra w życiu młodej, zaledwie siedemnastoletniej dziewczyny? Kiedy Skra zostaje już szamanką, otrzymuje do wykonania nietypową i trudną misję, a także dowiaduje się, że nie jest dzieckiem swoich rodziców, którzy przygarnęli ją, gdy była mała. Bieg wydarzeń przewraca życie Skry do góry nogami, a to dopiero początek.

Gdybym recenzowała książkę dla kobiet, Norana, kolejnego z bohaterów, określiłabym popularnym określeniem „typ spod ciemnej gwiazdy”. Tyle że tutaj nabiera to innego znaczenia, bardziej dosłownego, bo Noran jest zabójcą-odmieńcem, co zdradza jego wygląd. Nie to stanowi jednak jego główny problem, bo w mężczyźnie kryje się mrok, który stara się zwalczać. Kiedy Noran pomaga pewnej kobiecie o dość wątpliwej reputacji, podpisuje na siebie wyrok – albo zginie, albo wyruszy z dziwną, tajemniczą i niebezpieczną misją i opuści miejsce, w którym żył. Jaką rolę odegra on w tej historii? Tego dowiecie się już z książki.

Ogólnie odnoszę wrażenie, że w tej historii wszystko jest dobrze przemyślane. Coś pozornie nieistotnego może później okazać się znaczące, więc starałam się czytać wnikliwie. Na pewno nie jest to lektura na jeden wieczór, ja ją sobie dawkowałam – także z powodu wiecznego deficytu czasu.

„Mrok we krwi” to książka, która może się podobać, są na to duże szanse, bo choć na co dzień nie siedzę w fantastyce, to wydaje mi się, że tutaj wszystko jest takie świeże, że jest wytworem wyobraźni autora, a nie powieleniem utartych schematów.