Już samo nazwisko autorki oraz główna bohaterka były zapowiedzią tego, że „Pippi w parku” okaże się interesujacą lekturą. Z takim założeniem sięgałam po tę książkę po raz pierwszy, chcąc przeczytać ją córce, i z takim poczuciem odkładałam ją na półkę, gdy już czytać skończyłyśmy. Przygody Pippi to taki trochę pewniak, że karty książki kryją w sobie coś ciekawego.

Pippi Pończoszanka, najsilniejsza dziewczynka świata, wyrusza do wielkiego miasta, by w jednym z miejskich parków nauczyć dobrych manier tamtejszą chuliganerię. Zabiera ze sobą przyjaciół oraz Willę Śmiesznotkę, no bo jakże by inaczej? A w wielkim mieście dzieje się naprawdę dużo – najpierw zaczepia ją szary pan, pytając o pozwolenie na budowę Willi Śmiesznotki, przez co dziewczynka musi pomóc mu wsiąść do tramwaju. Pechowo nie jest to ten tramwaj, który jedzie w stronę jego domu. A gdy na scenę wkracza chuliganeria, którą Pippi miała nadzieję tu spotkać, robi się naprawdę ciekawie i… zabawnie. Cóż, gdzie policja nie podoła, z pewnością poradzi sobie Pippi Pończoszanka. Wie to także komendant policji, który chętnie współpracowałby z najsilniejszą dziewczynką świata także w przyszłości.

Ja książkę czytam z córą, która za trzy miesiące skończy trzy lata, ale z powodzeniem można ją czytać także z dziećmi starszymi, bo tekstu wcale nie jest tak mało. Całość zdobią urocze ilustracje przedstawiające Pippi i jej przyjaciół podczas przeżywania kolejnych przygód w wielkim mieście.

Warto dodać, że książka ma dość spory format (A4) oraz grubą oprawę, co w przypadku publikacji skierowanych do młodszych czytelników zawsze stanowi zaletę.

Bardzo podoba nam się ta książka. Gości w naszym domu od kilku dni i już kilkakronie ją czytałyśmy, a mamy z czego wybierać. Zainteresowanie ze strony córy, która zazwyczaj sama wybiera to, co chce czytać (czasem delegując to na mnie słowami: „dzisiaj ty wybierz”), to chyba najlepsza rekomendacja, tak więc obie polecamy „Pippi w parku”.