Po chwilowej przerwie, spowodowanej fascynacją mojej córki jedną z serii książek dla dzieci i ograniczeniem czytania praktycznie tylko do niej, wracamy do Mysiego Domku, co bardzo mnie cieszy, bo stęskniłam się już za sympatycznymi mysimi bohaterami.

Tym razem Sam i Julia zabiorą nas do teatru, gdzie Sama czeka występ na scenie – ma zagrać na trąbce melodię, przy której będzie tańczyć jego koleżanka. Nasz bohater bardzo się stresuje zbliżającym się wielkimi krokami występem, ale na szczęście ma przy sobie Julię – przyjaciółka, tak różna od niego samego, wspiera go i pomaga w dopracowaniu utworu, który ma wykonać przed publicznością. Zdradzę wam, że gdy przychodzi do występu, wydawca zachwyca nas czymś ekstra – rozkładaną rozkładówką, dzięki której widzimy całe wnętrze teatru, wraz ze sceną i balkonami widokowymi. Julia wspiera swojego przyjaciela nawet tuż przed występem, gdy gubi on kamień, który ma mu przynieść szczęście.

Teatr jest tu motywem przewodnim, ale nie jedynym. Znajdziemy tu także inne historie – na przykład udamy się z Julią do szpitala, gdy złamie nogę, albo na obchód po Mysim Domku wraz z naszymi bohaterami i Szmaciarzem, bo warto zaznaczyć, że myszki, choć jeszcze małe, to pracy się nie boją.

Grafika ujmuje, jak w przypadku każdej książki z tej serii. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego, z jak wielką dbałością o szczegóły Karina Schaapman stworzyła ten mysi świat. Zachwycam się tym za każdym razem, gdy sięgamy po którąś z tych publikacji.

Książka jest dość długa, a jednak gdy do niej siadamy, czytamy ją całą od razu, to chyba najlepsza rekomendacja od nieco dwuipółletniego Czytelnika. Polecamy zatem obie – i mama, i córka.