Wdzięczy tytuł książki potrafi mnie skusić, już niejednokrotnie się o tym przekonałam. Tak było i tym razem, choć rzadko sięgam po publikacje o takich gabarytach, jeśli z danym autorem nie spotkałam się wcześniej. Po prostu mój wieczny deficyt czasu i doba, która nie chce się rozciągnąć (uparta bestyjka!), na to nie pozwalają. Zrobiłam jednak wyjątek i… dobrze się stało, bo ta dziwna (oryginalna?) historia naprawdę mnie wciągnęła.

Już samo to, że główna bohaterka jest hipnotyzerką, było obietnicą niebanalnych wątków. I rzeczywiście, miałam poczucie, że dawno czegoś takiego nie czytałam. Kiedy Ellen poznaje Patricka, który od kilku lat jest wdowcem, nie przypuszcza, że walcząc o to uczucie, będzie się musiała zmierzyć się z czymś więcej niż ze wspomnieniami o zmarłej żonie. Okazuje się bowiem, że jej wybranek stał się obiektem stalkingu ze strony byłej partnerki, która nie potrafi pogodzić się z porzuceniem. Nie myślcie jednak, że to łagodna forma stalkingu, co to to nie – Saskia naprawdę umie uprzykrzyć życie eks chłopakowi (w zasadzie mężczyźnie), z którym niegdyś wychowywała jego syna. Śledzi mężczyznę na każdym kroku, wysyła mu listy i kwiaty (sic!), a nawet umawia się na hipnoterapię u Ellen pod przybranym nazwiskiem. To jednak dopiero początek – bo co stanie się, gdy Patrick postanowi po raz kolejny powiedzieć komuś sakramentalne tak?

Bardzo podoba mi się, że w książce dużo miejsca poświęcono opisom stanów emocjonalnych i przeżyć bohaterów, bo dzięki takiemu zabiegowi mogłam poznać ich lepiej, pełniej, nie tylko na podstawie ich zachowania. Tutaj wszystko było takie nieoczywiste – o ile potrafiłam jeszcze zrozumieć tęsknotę Patricka za zmarłą żoną i matką jego syna, to już wzajemna fascynacja Ellen i Saskii była dla mnie zaskakująca. Kiedy czytałam o tym, jakie emocje wzbudzała jedna kobieta w drugiej, czasem kompletnie tego nie rozumiałam, innym razem nachodziła mnie refleksja, że nasze umysły potrafią płatać figle, bo często sami siebie postrzegamy zupełnie inaczej, niż widzą nas inni.

„Miłość i inne obsesje” to ciekawa propozycja dla czytelników, nawet dla takich jak ja – którzy gustują raczej w nieco krótszych książkach (choć przyznaję, że z braku czasu). Wciągnęła mnie, byłam ciekawa co dalej i niecierpliwie czekałam na chwile, gdy będę mogła do niej wrócić, a to u mnie dobra rekomendacja.