Pogoda dopisuje, czasy takie, że nie zapuszczamy się z córą nigdzie poza podwórko, więc piknik to jedna z tych aktywności, które ochoczo podejmujemy. Nasz jest zazwyczaj co prawda mniej efektowny od tego, w którym przyszło uczestniczyć naszej ulubionej bohaterce, ale też pokusimy się czasem o mnóstwo baniek mydlanych czy inne drobne atrakcje. Tak więc ta część przygód Basi musiała nam przypaść do gustu!

Basia wraz z całą swoją rodziną ma uczestniczyć w pikniku zorganizowanym dla dzieci w samym środku lasu. Już to jedno zdanie zapowiada, że będzie ciekawie – i faktycznie było! Bo najpierw ta sympatyczna rodzinka, jak wszyscy inni, musi przygotować coś pysznego na piknik, a gdy w kuchni poza dorosłymi znajduje się trójka chętnych do pomocy dzieci, musi być zabawnie. Później, już na pikniku, również jest ciekawie – atrakcje stanowi nie tylko to, co na stołach – choć akurat Janek zdaje się być tą kwestią najbardziej zainteresowany – ale także wszelkie aktywności, jakie zaplanowano dla dzieci, na przykład mecz piłki nożnej czy puszczanie ogromnych baniek. Nie zabrakło także zupełnie niespodziewanych atrakcji, jak choćby obserwacja zaskrońca z mamą Anielki.

Ta część przygód Basi obfituje w różne przykłady, jak spędzić czas na świeżym powietrzu, nie nudząc się nawet przez chwilę. To także dobry przykład na to, że choć nie zawsze nam się tak wydaje, zwłaszcza gdy jesteśmy w silnych elocjach, to jednak rodzeństwo to fajna sprawa. Janek nie jest zachwycony, gdy ma pilnować Basi na pikniku, ale wcale usilnie nie protestuje, gdy ta wylewnie mu dziękuje za odnalezienie jej ukochanego misia.

Bardzo ciepła, barwna i ciekawa opowieść. Nie jestem tym zresztą zaskoczona. My Basię w naszym domu kochamy i sięgamy po różne książki z jej udziałem naprawdę często. To aktualnie chyba nasza ulubiona seria, która jeszcze nigdy nas nie rozczarowała, więc polecam serdecznie!

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.