Kulkowe zestawy wpadły mi w oko od razu, gdy tylko odwiedziłam ich stronę. Razem z córą uwielbiamy drewniane układanki manipulacyjne i ochoczo witamy takie w naszym domu, wybierając te, które tematycznie przystają do aktualnych możliwości i zainteresowań Zosi. Najbardziej doceniamy jednak te, które będą rosły wraz z dzieckiem i towarzyszyły mu na różnych etapach rozwoju. Takich do tej pory spotkałyśmy nie tak wiele, niemniej zdarzały się i faktycznie służą nam do zabawy od dłuższego już czasu. Teraz do ich grona dołącza zestaw do kodowania od Kulki, producenta tworzącego rękodzieło edukacyjne.

Kodowanie – to nawet brzmi trudno, a już na pewno nie tak, aby mógł to załapać dwuipółlatek. Tymczasem po raz kolejny okazuje się, że nawet z tak skomplikowanym na początku tematem można zaczynać wcześnie, jeśli tylko znajdziemy atrakcyjny materiał i jeśli oczywiście dziecię jest zainteresowane, bo – jak wiadomo – każde dziecko jest inne i w innym momencie gotowe na różne rzeczy. Moja córka od zawsze jest bardzo układankowa,  jako dwulatka układała 30-elementowe puzzle, teraz te z 50 częściami nie są dla niej problemem, jeśli tylko obrazek jest właściwie dobrany i jeśli ma ochotę na tę formę zabawy. Stwierdziłam zatem, że spróbujemy z tym zestawem, tym bardziej że już na fotografiach bardzo spodobał się on Zosi. Nie dziwiło mnie to, bo poza miłą dla oka kolorystyką ten zestaw przyciąga uwagę różnorodnością tego, co w nim znajdziemy. Ale o tym za chwilę.

Zabawa polega na tym, że na drewnianej podstawie z wyciętymi otworami umieszczamy najpierw filcowe kółka, tworząc własną planszę do kodowania (filc jest gruby, więc nie zniszczy się tak łatwo), a następnie rzucamy dwiema dużymi, drewnianymi kostkami. W ten sposób otrzymujemy dwa kolory, musimy odnaleźć odpowiednią kulę (wszystkie są dwukolorowe) i umieścić ją we właściwym otworze na planszy. Największą zaletą jest to, że można to zrobić na różne sposoby:

  • rękami,
  • drewnianymi szczypcami,
  • wędką zakończoną magnesem,
  • chwytakiem z dwoma końcówkami: przytwierdzoną na stałe (wersja łatwiejsza) lub ruchomą (wersja trudniejsza).

Dzięki tak wielu możliwościom zestaw pozwala na stopniowanie trudności i dostosowywanie zabawy do potrzeb i możliwości szerokiej wiekowo grupy dzieci. Moja córa najchętniej sięga po szczypce oraz wędkę, to nimi umieszczając kule (zakończone metalowym uchwytem) na planszy. Chwytak interesuje ją na tyle, że uczy się „łapania” nim kul, ale chcąc umieścić je na podstawie, pomaga sobie rączką. Na razie kule umieszcza w wybranych przez siebie miejscach, zazwyczaj zgodnych kolorystycznie w jednym rzędzie, a ja spokojnie czekam, aż będzie gotowa na więcej. Bo ten zestaw posłuży nam na dłużej, tego jestem pewna.

Kodowanie to ostatnio popularny motyw zabawek, niemniej tutaj spotykamy się dodatkowo z bardzo fajnie (bo przez zabawę) pomyślanymi ćwiczeniami motoryki małej. Każdy ze sposobów na przenoszenie kul rozwija tę płaszczyznę, usprawniając łapki dziecka i doskonaląc jego precyzję ruchów. A takie ćwiczenia zaprocentują w przyszłości. Możliwość wyboru za każdym razem innej opcji uatrakcyjnia zabawę i sprawia, że nie znudzi się ona tak szybko.

Ostatnio pokazałyśmy zestaw pięcioletniej córce szwagierki i ona już z powodzeniem używała obu stron chwytaka, układając kule w odpowiednich miejscach na podstawie, wystarczyła instrukacja, jak ma to robić. I jej również bardzo się podobało.

Warto zaznaczyć, że kontakt z firmą jest naprawdę przyjemny, a zamówienia realizowane szybko. W dodatku Kulka do każdego zestawu dołącza specjalną nawlekankę, która powstaje z tego, co zostało przy docinaniu podstawy. I to jest super, bo dzięki temu nic się nie marnuje, a nawlekanki to bardzo lubiane przez dzieci zabawki, posiadające w dodatku spore walory edukacyjne.

Mocno kibicuję Kulce, by rozwinęła skrzydła i dotarła do wielu osób, bo jej zestawy naprawdę są dobrze pomyślane i dobrze wykonane. No i jak na tego typu zabawki ceny mają bardzo dobre, to też warto podkreślić. Na pewno wraz z córką będziemy przyglądać się nowym produktom wychodzącym spod kulkowej ręki.