Kastora dobrze już w naszym domu znamy i lubimy. Przede wszystkim za praktyczny wymiar książek, których jest bohaterem. Towarzyszyłyśmy mu już z córą, gdy majsterkował i szył, tym razem przyglądamy się, jak uprawia fasolkę na parapecie, a przy okazji inspirujemy się! Bo jak się okazuje, sadzenie fasolki wcale nie jest takie trudne, za to satysfakcji przynosi niemało, o czym przy najbliższej okazji zamierzamy się przekonać.

Tym razem sympatyczny bóbr ma kompana w swoich działaniach – mały Maciuś ochoczo pomaga, a później wraz z Kastorem cieszy się efektami ich wspólnej pracy. A warto zaznaczyć, że cieszą nimi nie tylko oczy, ale także… brzuszki!

Dlaczego jednak tak bardzo spodobał mi się pomysł sadzenia fasoli? Z kilku powodów. Po pierwsze to zajęcie znajduje się w granicach możliwości nawet młodszych dzieci, którym po prostu może pomóc osoba dorosła. A to daje dziecku poczucie sprawczości, pokazuje, że jest ono samodzielne, że potrafi, jeśli tylko chce i jeśli mu się na to pozwoli. Po drugie jest to świetny sposób na ćwiczenie cierpliwości i pokazanie, że czasem jest tak, iż na efekty naszych działań po prostu musimy poczekać. A przyswojenie tej prawdy zaprocentuje w przyszłości, bo przecież my, dorośli, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie można mieć wszystkiego na już, tu i teraz. No i jeszcze kwestia systematyczności i odpowiedzialności – nie wystarczy, że zasadzimy roślinkę, musimy jeszcze o nią dbać, by wyrosła, a to wiąże się z pewnymi obowiązkami względem niej. No i przede wszystkim – takie sadzenie fasolki może być po prostu fajną zabawą i miłym sposobem na spędzenie wspólnie czasu.

Jak w przypadku całej serii o Kastorze tekstu nie jest dużo, za to jest bardzo konkretny, zawarto w nim wszystkie informacje, jakich potrzebujemy, aby pójść w ślady naszego bohatera. Tutaj dodatkowo Kastor na końcu daje rady odnośnie do rodzajów fasolek – które są łatwe w uprawie i kiedy najlepiej je sadzić. To książka, która przyda się i w zasobach przedszkolnej biblioteczki i w tych domowych, do których codziennie sięgają nasze kilkuletnie pociechy, choć tak naprawdę ciężko tu określić grupę docelową czytelników – sadzenie fasolek może się przecież spodobać i dwulatkowi, i siedmiolatkowi, a to duża zaleta publikacji. Zdecydowanie polecam!