Lubimy w naszym domu książki z dziewczęcymi bohaterkami. Najchętniej witamy takie, które nie kończą się na jednej części, ale tworzą całą serię. Znamy już Basię, Zuzię, Tolę, teraz przyszedł czas, aby zapoznać się także z przygodami Hani Humorek. Słyszałam już wcześniej o tych książkach, niemniej dopiero teraz sięgnęłyśmy po nie z córką.

Książeczki o Hani Humorek, a w zasadzie o Hani i jej bracie, mają niewielki, poręczny format, dzięki czemu można je zabrać ze sobą wszędzie tam, gdzie można umilić sobie czas czytaniem – czy to na spacerze, czy czekając w kolejce. Mnóstwo miejsca zajmują tu ilustracje, w zasadzie tekst czesto znajduje się na nich, więc mamy tutaj do czynienia z naprawdę sporą ilością obrazu, a to duża zaleta w książkach skierowanych do młodszych czytelników. Zwłaszcza że ilustracje w serii o Hani Humorek należą do tych miłych dla oka.

Spodobała mi się także dość oryginalna tematyka – komety, kości dinozaurów, w przypadku tych dwóch niewielkich gabarytowo książeczek czytelnik nie powinien się nudzić. Tym bardziej że w odróżnieniu od wielu książek dla dzieci o takiej tematyce tutaj autorka odeszła od ujęcia encyklopedycznego czy ubrania faktów w formę ciekawostek na rzecz zgrabnie poprowadzonej historyjki o przygodach tego sympatycznego rodzeństwa. Dowiadujemy się zatem czegoś nowego, ale przede wszystkim śledzimy zabawne perypetie Hani i Smrodka. To jest fajne, takie inne od wszystkiego, co do tej pory w tej tematyce spotkałyśmy.

Opisywanym przygodom na każdym kroku towarzyszy poczucie humoru. Bo tutaj nie jest idealistycznie, relacje między rodzeństwem zyskują za to na autentyczności. Innymi słowy – jest po prostu życiowo, a rodzeństwo czasem się kocha i bawi wspólnie, a czasem ma ochotę na coś zupełnie innego.

Ciekawa seria, która może nie rzuciła mnie na kolana (wciąż króluje u nas seria o Basi), niemniej zainteresowała na tyle, że chętnie sięgnę po kolejne przygody tych bohaterów.

Książki zrecenzowałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Egmont.