O! To jest właśnie ten moment, kiedy napiszę, że jakaś młodzieżówka bardzo mi się podobała! Fakt, że ostatnio jakoś więcej takich książek w moim życiu, więc może już przywykłam do nastoletnich problemów, niemniej moje odczucia po lekturze są bardzo pozytywne.

Książka niby opiera się na znanych już motywach – wychowywanie się w rodzinach zastępczych, tajemniczy ogród, różnice między głównymi bohaterami (ona – śmiała, energiczna, on – nieśmiały umysł ścisły), ale zupełnie nie przeszkadzało mi to w cieszeniu się lekturą. Bo autora tak skonstruowała swoje postacie, że mimo wszystko byli oni oryginalni, fajni, że się ich lubi.

Hazel trafia do domu zamożnego architekta, jednak nie jest jej dane poznać właściciela, który musiał opuścić swój nieco mroczny dom w sprawach zawodowych. Dziewczyna, która otrzymuje w szkole przydomek Orzechowej Czarownicy, jest zafascynowana zamkniętym ogrodem, który ewidentnie kryje jakąś tajemnicę. Hazel wraz z Colinem, kolejną ciekawą postacią z tej książki, postanawia ten sekret odkryć, niemniej nie jest to łatwe, bo pytań bez odpowiedzi pojawia się coraz więcej. Czy młodym przyjaciołom uda się tę zagadkę rozwikłać? Do czego będą musieli się posunąć?

Byłam zaskoczona tym, jaką ciekawość odnośnie do fabuły wzbudziła we mnie ta książka. Domyślałam się, że to jedna z tych historii, które czyta się szybko i płynnie, bo to akurat częste w przypadku młodzieżówek. Ale już poziom mojego zainteresowania przedstawioną przez autorkę opowieścią był dla mnie miłą niespodzianką. Być może wpływ na to miała także warstwa emocjonalna, bo ta książka emocji wzbudza całkiem sporo. Do tego stopnia, że zamierzam w wolnej chwili sięgnąć po kolejne publikacje autorki, jedną już zresztą znam, tamta także mi się podobała, więc myślę, że po prostu Elisa Puricelli Guerra potrafi pisać w sposób, który wciąga czytelnika.

„Orzechową Czarownicę” polecam młodzieży, ale nie tylko. Jestem dowodem na to, że starszemu czytelnikowi ta historia także może się spodobać.