Byłam ciekawa tej książki, bo choć na co dzień siedzę w zupełnie innej literaturze, najczęściej dziecięcej i obyczajowej, z braku czasu – rzadziej w ukochanych klasykach, to jednak zdarza mi się sięgać po coś mocniejszego. Po coś, co mną wstrząśnie i wyrwie z tego idealistycznego świata happy endów, który – otwarcie przyznaję – bardzo lubię. „Chłopiec” zapowiadał się na taką właśnie lekturę. I teraz, świeżo po skończeniu książki, wciąż nie wiem, czy była ona tym, czego oczekiwałam.

Bo to książka i łatwa, i trudna, pełna sprzeczności. Proste, czasem zbyt banalne dialogi przeplatają się tutaj z momentami naprawdę fajnymi partiami narracyjnymi, a że narratorem jest główny bohater, to ta pozorna sprzeczność zaczęła mnie intrygować i zachęcać, bym czytała dalej. Napis na okładce zapowiada, że jest to książka o złych wyborach w złym świecie – i tu się zgodzę, przy czym te złe wybory zaczęły się dużo wcześniej, niż na początku się wydaje. Nie tylko Mateusz, główny bohater, niestroniący od mało ambitnych uciech i hednonistycznego stylu życia, kierował się w życiu nie tym, czym człowiek powinien. Ba, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że on był jedynie ofiarą złych decyzji własnych rodziców. Bo jeśli w domu rodzinnym nie ma ciepła i miłości, jeśli jedno dziecko jest faworyzowane, to to drugie często po prostu przyjmuje narzuconą mu rolę – tego gorszego, buntującego się, tego, który nigdy nie jest najważniejszy. Ojciec gliniarz, matka z kamienną twarzą i młodszy brat, który miał pójść w ślady ojca – presja wywierana każdego dnia na drugim z synów, tym mniej kochanym, musiała zaowocować czymś złym. W przypadku Mateusza były to narkotyki, szemrane towarzystwo i w ogóle codzienność daleka od ideału.

Podobał mi się także motyw odkupionego długu, który chłopak następnie musiał odpracować, w sposób, którego na pewno nie można określić mianem legalnego. Może nie był on jakiś wybitnie oryginalny, niemniej dobrze się to czytało. W ogóle całą tę historię czyta się szybko i płynnie, to taka lektura na jeden wieczór – przyjemna, trzymająca w napięciu, ale w moim przypadku raczej nienależąca do tych, które zapadną w pamięć na zawsze. Fajnie, że sięgnęłam, fajnie, że miło spędziłam w jej towarzystwie czas i że oderwałam się na chwilę od tego, co czytam na co dzień. Teraz ze zresetowaną głową mogę wrócić do tego, co lubię najbardziej.

„Chłopiec” to książka, która ma szansę trafić w gusta dość szerokiej grupy odbiorców – i tych, którzy zaczytują się w mocniejszych historiach, i tych, którzy – jak ja – od czasu do czasu potrzebują resetu przy czymś niezobowiązującym.