Temat niejedzenia warzyw jest znany chyba każdemu rodzicowi, któremu „w udziale” przypadł tak zwany niejadek. A że paleta smaków, które podchodzą mojej córze, jest mocno ograniczona i zdecydownie uboga w warzywa, to jeszcze przed lekturą nowej Poli założyłam, że to będzie coś dla nas. Samą bohaterkę znamy już z części o tym, jak porzucić pampka, a że Zosia bardzo ją polubiła, to z chęcią powitałyśmy w domu kolejne jej przygody.

Już sama okładka jest dość sugestywna – pokazuje, że Pola miłością do warzyw nie pała. Kiedy więc okazuje się, że na obiad jest sałatka, dziewczynka cieszy się, że czeka ją wizyta u babci i liczy na to, że tam znajdzie coś „lepszego”. Babcia jednak wpada na pomysł, by pokazać wnuczce, że warzywa wcale nie są takie straszne, jak się wydają. W pobliskim sklepie zaopatrują się zatem i w warzywka, i w trochę łakoci. Pola poznaje po kolei różne warzywa, porównując je do różnych rzeczy, ale to ona decyduje o tym, których chce spróbować. I to jest bardzo fajne – nie jest do tego zmuszana, raczej zachęcana, ale decyzja należy do niej. Jedne jej się podobają, inne są interesujące, ale okdłada ich skosztowanie na później, a w końcu coś zaciekawia ją na tyle, że postanawia spróbować.

Próbowanie warzyw to temat przewodni, niemniej zakończenie pokazuje nam, że problematykę tę ujęto w tej niewielkiej gabarytowo książeczce szerzej – jako oswajanie z nowymi smakami, bo i babcia Poli daje się skusić na coś, czego zwykle nie jada – na słodycze. I… stwierdza, że za nimi nie przepada. Fajnie, że ukazano tutaj różne gusta, a nie często powielany schemat, że każdy nie lubi warzyw, za to słodycze są powszechnie uwielbiane.

Bardzo lubię ilustracje w serii o Poli. Spodobały mi się przy naszej pierwszej przygodzie z tą bohaterką, podobają też teraz. Zresztą, to dziewczynka, której ciężko nie polubić, pewnie dlatego córka lubi sięgać po te książki. Niewielki format i grubość publikacji sprawiają z kolei, że łatwo ją zabrać w torebkę, by poczytać tam, gdzie czas się dłuży – w kolejce czy w podróży. Zdecydowanie polecamy – tu nie jest idealistycznie, jest życiowo.