Są takie książki, które od razu przykuwają wzrok swoją okładką, kusząc, by zapoznać się z tym, co oferuje środek. „Małe sówki” są właśnie jedną z takich  publikacji. Nie sposób przejść obojętnie obok rozkosznych bohaterów tej opowieści!

Pozornie fabuła tej książki jest nieskomplikowana – ot, małe sówki w gnieździe otwierają oczy i widzą, że nie ma z nimi mamy. Zastanawiają się zatem, gdzie mogła się podziać. To znaczy, zastanawia się większość z nich, bo ta najmłodsza trochę zaczyna panikować. Kiedy nieobecność sowiej mamy się przedłuża, niepokój zaczynają odczuwać także pozostałe. Na szczęście w końcu sytuacja się wyjaśnia, a mama wraca do gniazda cała i zdrowa, wydaje się nawet nieco zaskoczona tym, jak wiele emocji wzbudziło w jej dzieciach to zdarzenie.

To opowieść, którą bardzo łatwo przełożyć na ludzkie realia. Dzieci, zwłaszcza te małe, którym przyjdzie doświadczyć po raz pierwszy czy drugi nieobecności mamy, będącej przecież zawsze obok, na wyciągnięcie ręki, mogą odczuwać całą paletę emocji z tym związanych – od zaciekawienia przez niepewność po strach, zupełnie jak bohaterowie tej historii. Tak więc to lektura, która otworzy oczy także nam, dorosłym.

Absolutnie genialna jest tutaj warstwa graficzna. Ilustacje zachwycają, to jedne z najbardziej efektownych obrazów, z jakimi się do tej pory spotkałam w książkach skierowanych do dzieci, piszę to z pełnym przekonaniem. Według mnie jest to najmocniejszy punkt publikacji.

Zdecydowanie polecam, zwłaszcza dla dzieci młodszych, które mają w perspektywie rozstanie z mamą – czy to ze względu na przedszkole, czy powrót rodzicielki na zawodowe tory, czy z innych przyczyn.